Celem tego bloga jest przypomnienie niektórych bardziej wartościowych artykułów i notatek o muzyce popularnej drukowanych w prasie muzycznej PRL.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jazz. Rytm i Piosenka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jazz. Rytm i Piosenka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 maja 2025
piątek, 25 kwietnia 2025
środa, 17 lipca 2019
Rockowe obrachunki z rockiem – artykuł z magazynu „Jazz. Rytm i Piosenka” z XII 1976 r.
Artykuł ten, przygotowany przez Kamila Sipowicza, jest próbą omówienia najważniejszych płyt i wydarzeń jakie miały miejsce w muzyce rockowej w 1976 r. Opracowanie to pochodzi sprzed 40 lat i dzisiaj wydaje się anachroniczne oraz śmieszne, bo dzięki Internetowi i licznym publikacjom o muzyce wydanym także w naszym kraju, jego zredagowanie teraz byłoby znacznie prostsze. Ale wówczas nie była to prosta sprawa i Sipowicz był jednym z nielicznych ludzi w Polsce, którzy mogli się podjąć przygotowani takiego tekstu, a co najważniejsze – zrobił to dobrze.
Oprócz omówienia wybranych nowych płyt jakie ukazały się w 1976 r. Autor zwrócił tym tekstem uwagę na dwa zjawiska: na narastającą z każdym rokiem popularność muzyki reggae oraz narodziny punk rocka. W tym pierwszym wypadku chodziło o wielki sukces komercyjny i estradowy zreformowanego The Wailers Boba Marleya (album „Rastaman Vibration”), ale już bez Bunny Wailera i Petera Tosha, którzy rozpoczęli udane kariery solowe. Szczególnie interesujący był zwłaszcza debiut solowy tego drugiego – „Legalize It”. W wypadku wciąż mało znanej i docenianej także na Zachodzie muzyki punk był to czas pierwszych sukcesów estradowych i nagraniowych zespołów: Sex Pistols, The Clash, The Ramones i Blondie, a więc czterech najważniejszych grup ery wczesnego klasycznego punk rocka.
Nawiasem mówiąc omawianie osobnego stylu jakim jest reggae przy okazji płyt rockowych też było czymś charakterystycznym dla tamtych czasów.
Był to też rok powstania wielu znanych później grup punkowych, m.in. The Jam, The Cure, Joy Division, US, The Damned, ale też rozpadu starych zespołów kojarzonych z miniom okresem w muzyce, m.in. Grand Funk Railroad, Deep Purple, Soft Machine, i Mahavishnu Orchestra.
Starzy wykonawcy trzymali się jednak ciągle mocno wydając bardzo dobre albumy, m.in. David Bowie – „Station To Station”, Rainbow – „Rising”, Bob Dylan – „Desire”, Van Der Graaf Generator – „Still Life”, Camel – „Moonmadness”, Genesis – „A Trik Of The Tail”, Electric Light Orchestra – „A New World Record”, Kansas – „Leftovertoure”, Klaus Schulze – „Moondawn”, Queen – „A Day Of The Races”, Tangerine Dream – „Stratosfear”, Vangelis – „Albedo 0,39”, Peter Baumann – „Romance’76”, Led Zeppelin – „Presence”, Frank Zappa – „Zoot Allures”, Kiss – „Destroyer”, UFO – „No Heavy Petting”, Steely Dan – „The Royal Scam”, Thinn Lizzy – Johnny The Fox”, Scorpions – „Virgin Killer”, Blue Öyster Cult – „Agents of Fortune”, The Eagles – „Hotel California”, Joni Mitchell – „Heijra”. W tej grupie znalazły się także wybitne płyty koncertowe, np. Lynyrd Skynyrd – „One More From the Road”, Renaissance – „Live at Carnegie Hall”, Led Zeppelin – „The Song Remains the Same”.
Intrygowały albumy nowych wykonawców m.in. Jean Michela Jarre’a – „Oxygene” (pierwszą płytę wydal już wcześniej, ale te nagrania nie były szerzej znane), Boston – „Boston”, The Alan Parsons Projet – „Tales Of Mystery And Imagination”, Brand X – „Unorthodox Behaviour”, AC/DC – „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, Tom Petty and The Heartbreakers – „Tom Petty and The Heartbreakers”.
Był to też dobry rok dla awangardy rocka, gdyż ukazały się wówczas m.in. następujące albumy: Henry Cow – „Concerts”, Heldon – „Agneta Nilsson” oraz „Un reve sans conséquence spéciale”, Daevid Allen & Euterpe – „Good Morning”, Magma – „Üdü ?üdü”, Art Zoyd 3 – „Symphonie pour le jour ou bruleront les cités”, Stormy Six – „1789 / Carmine”.
Na końcu swego z konieczności dość krótkiego artykułu Autor przytoczył kilka danych na temat rankingu wybranych wykonawców według ocen z brytyjskiego magazynu muzycznego „Melody Maker” (pismo to zignorowało istnienie muzyki punk i słono za to zapłaciło).
Największą wadą tego podsumowania muzycznego za rok 1976 było to, że nie wzbogacono go choćby tylko jedną ilustracją. Ale to też było symptomatyczne. O ile można było jeszcze napisać jakiś tekst w oparciu o zachodnie źródła, to znacznie trudniej było pozyskać materiał ilustracyjny do danego tematu.
poniedziałek, 27 maja 2019
Tom Rapp i jego perły przed wieprze [Pearls Before Swine] – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z VII-VIII 1977 r.
Jednym z dawniej słynnych, a obecnie prawie całkowicie zapomnianych zespołów jest amerykańska grupa Pearls Before Swine (nazwa pochodzi od wersetu w Biblii). Jej liderem był gitarzysta i wokalista Tom Rapp. Grupa ta grała folk, folk rocka i psychodelicznego folk rocka. Działa w latach 1965-1974 przy czym pierwszy album wydała w 1967 r. W Polsce był to zawsze zespół bardzo mało znany i wyjątkowo rzadko prezentowany na antenie Polskiego Radia.
Fani najbardziej cenią kilka pierwszych albumów tej grupy: „One Nation Underground” (1967), „Balaklava” (1968), „These Things Too” (1969) i „The Use of Ashes” (1970).
Prezentowany tutaj artykuł Kamila Sipowicza przybliża nam historię tego zespołu i jest nie tylko pierwszym, ale chyba i jednym opracowaniem o tej grupie w j. polskim.
Fani najbardziej cenią kilka pierwszych albumów tej grupy: „One Nation Underground” (1967), „Balaklava” (1968), „These Things Too” (1969) i „The Use of Ashes” (1970).
Prezentowany tutaj artykuł Kamila Sipowicza przybliża nam historię tego zespołu i jest nie tylko pierwszym, ale chyba i jednym opracowaniem o tej grupie w j. polskim.
środa, 10 kwietnia 2019
Johnny Cash – trubadur z Południa – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z IX 1977 r.
Obecnie postać Johnny Casha (1932-2003), amerykańskiego pieśniarza country jest w miarę dobrze znana, m.in. za sprawą nagranych przez niego w końcu życia płyt i wydanej w j. polskim biografii. Jednak w okresie PRL, a więc także w późnych latach 70. XX w. jego życia i dokonania nie były takie oczywiste.
W Polskim Radio jego twórczość popularyzował Korneliusz Pacuda (ur. 1943 r.) w swych audycjach z serii „Wszystkie drogi prowadzą do Nashville”, natomiast rachityczna polska prasa muzyczna tego okresu poświęcała Cashowi niezbyt wiele miejsca.
Powyższy artykuł przygotował znany później dziennikarz muzyczny i tłumacz książek o muzyce Andrzej Keyha (ur. 1949 r.). W tym krótkim artykuliku przedstawił on Casha jako amerykańskiego balladzistę z Południa USA, a także przetłumaczył na j. polski dwie z jego słynnych piosenek.
W Polskim Radio jego twórczość popularyzował Korneliusz Pacuda (ur. 1943 r.) w swych audycjach z serii „Wszystkie drogi prowadzą do Nashville”, natomiast rachityczna polska prasa muzyczna tego okresu poświęcała Cashowi niezbyt wiele miejsca.
Powyższy artykuł przygotował znany później dziennikarz muzyczny i tłumacz książek o muzyce Andrzej Keyha (ur. 1949 r.). W tym krótkim artykuliku przedstawił on Casha jako amerykańskiego balladzistę z Południa USA, a także przetłumaczył na j. polski dwie z jego słynnych piosenek.
środa, 3 kwietnia 2019
Jeff Beck – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z XI 1977 r.
Jeff Beck (ur. 1944 r.) to jeden z najbardziej znanych muzyków rockowych i jeden z trzech najlepszych gitarzystów rockowych: po Hendrixie i Claptonie (tak przynajmniej kiedyś był oceniany). Oczywiście dzisiaj to już staruszek, ale w chwili opublikowania tego tekstu był w pełni sił twórczych, a dokładniej w jazz-rockowym okresie swej twórczości (druga połowa lat 70. XX w.).
Powyższy tekst dotyczy nie tyle opisu biografii Becka, co raczej jego techniki gry na gitarze i rodzaju sprzętu jaki używa do nagrywania płyt. Przygotował go na podstawie prasy zachodniej, a dokładniej amerykańskiego pisma „Down Beat” Roman Rogowiecki.
Powyższy tekst dotyczy nie tyle opisu biografii Becka, co raczej jego techniki gry na gitarze i rodzaju sprzętu jaki używa do nagrywania płyt. Przygotował go na podstawie prasy zachodniej, a dokładniej amerykańskiego pisma „Down Beat” Roman Rogowiecki.
poniedziałek, 4 lutego 2019
David Bowie – Przybysz z obcej planety / The Band – Ostatni walc grupy The Band – artykuły w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z IV 1977 r.
David Bowie, a właściwie David Robert Jones (1947-2016) uważany jest obecnie za jedną z najważniejszych postaci w historii muzyki popularnej. Jest tym bardziej paradoksalne, że w młodości z lekceważeniem odnosił się do muzyki rockowej i raczej myślał o karierze aktorskiej. Pierwszy płyty nagrał i wydał już w latach 60. w tym nieśmiertelny przebój „Space Oddity” (1969).
Ale jego właściwa kariera w pełni rozkwitła dopiero w pierwszej połowie lat 70., kiedy to nagrał całą serię znakomitych przebojów i płyt długogrających. Bardzo udane były już pierwsze albumy jakie nagrał w tej dekadzie: „The Man Who Sold the World” (1970) i „Hunky Dory” (1971).
Prawdziwą megagwiazdą Bowie stał się dzięki postaci Ziggy Stardusta i albumowi „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars” (1972). Było to arcydzieło glam rocka atrakcyjne brzmieniowo i ideowo do chwili obecnej. Dobrą passę Bowiego podtrzymał także album „Aladdin Sane” (1973). Już jednak kolejna płyta „Pins Up” (1973) została przyjęta raczej chłodno. Ostatnim albumem Bowiego w stylu glam rockowym był „Diamonds Dog” (1974).
W połowie dekady Bowie uznał, że pora na zmiany, co zaowocowało serią albumów w nowych stylach: białego soulu: Young Americans” (1975) i funku: „Station to Station” (1976). Ich sukces skłonił Bowiego do dalszych poszukiwań artystycznych czego owocem była nowatorska trylogia: „Low” (1977), „Heroes” (1977) i „Lodger” (1979). znalazła się na niej muzyka łącząca elementy art rocka z muzyką eksperymentalną, ambientem i elektroniką. Szczególne wrażenie, głównie przygnębiające, sprawiał zwłaszcza utwór „Warszawa” z albumu „Low” odmalowujący naszą stolicę jako komunistyczne, szare i ponure miasto gdzie na Wschodzie Europy. Ten fakt jednak sprytnie pominięto w artykule o Bowiem wydrukowanym w magazynie „Jazz”.
To właśnie z tego okresu pochodzi przywoływany tutaj artykuł Wiesława Weissa o Davidzie Bowie. Jest to jeden z pierwszych tekstów tego znanego później dziennikarza muzycznego. W tamtym czasie twórczość i sylwetka Davida Bowie była w Polsce wciąż dość słabo znane, stąd ten tekst miał ogromną wartość informacyjną.
Z kolei The Band, to zespół kanadyjski działający w altach 1967-1999. Początkowo była to grupa towarzysząca Bobowi Dylanowi jednak szybko wyemancypowała się w samodzielny i twórczy zespół rockowy. To typowy przykład grupy spoza Oceanu dla której najważniejsza była prostota i sięganie do własnych korzeni kulturowych w poszukiwaniu materii muzycznej. Stąd też nie znajdzie się u nich tanich przebieranek, niepotrzebnych fajerwerków i tandetnej konfekcji muzycznej. Za to na pewno na ich płytach można posłuchać bardzo dobrej muzyki rockowej silnie osadzonej na korzeniach: bluesa, country i folku. Mówiąc o contry, mam na myśli prawdziwe country a nie jego skomercjalizowaną wersję.
Wszystkie swe najlepsze albumy The Band nagrali na przełomie lat 60. i 70.: „Music From Big Pink” (1968), „The Band” (1969), „Stage Fright” (1970), „Cahoots” (1971). Wszystkie z nich to obecnie klasyki muzyki rockowej i stylu zwanego roots rock. Jednocześnie grupa nadal wspomagała Dylana na jego najlepszych albumach, m.in. na studyjnym „The Basement Tapes” (1975) czy koncertowym „Before The Flood” (1974).
W połowie lat 70. zespół był zmęczony trudami kariery i postanowił zawiesić swoją działalność. Przedtem jednak postanowił zarejestrować album koncertowy do którego nagrania zaprosił wielu słynnych muzyków z jakimi występował przez lata m.in. Boba Dylana, Neila Younga, Erica Claptona, Van Morrisona i Joni Mitchell. Ostatecznie zarejestrowano koncert grupy z 1976 r. na bazie czego powstał trzypłytowy album „The Last Waltz” wydany w 1978 r. Była to zarazem ścieżka dźwiękowa filmu o grupie nakręcona przez znanego reżysera Martina Scorsese.
To właśnie relacja z owego pożegnalnego walca, a więc koncertów zespołu The Band w 1976 r. stała się bezpośrednim powodem do napisania przez Raya Dąbrowskiego opublikowanego tutaj tekstu o zespole The Band. W tym czasie grupa ta nie była zbyt dobrze znana masowemu odbiorcy w PRL. A myślę, że i obecnie jest podobnie, choć oczywiście dzięki większemu dostępowi do amerykańskich płyt i Internetowi także The Band stał się w Polsce bardziej popularny.
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Joni Mitchell - analiza tekstów w magazynie "Jazz. Rytm i piosenka" z V/1977
Joni Mitchell (a właściwie Roberta Joan Mitchell z d
Anderson) to kanadyjska pieśniarka, gitarzystka i autorka tekstów. Dość
powszechnie uważana jest za jedną z najważniejszych postaci muzyki folk
rockowej. Jednak w swoim repertuarze miała też utwory popowe i jazzowe. Obecnie
ma już 75 lat a z wiekiem jej aktywność nagraniowa i koncertowa znacznie osłabła
(ostatnią płytę studyjną „Shine” wydała w 2007 r.).
Oczywiście nie sposób opisać w paru słowach całej jej
twórczości i kariery, ale na pewno można wskazać na jej najważniejszy okres. A
ten przypadł na lata pomiędzy końcem lat 60., kiedy zadebiutowała, a końcem lat
70. XX w. To właśnie w tym okresie, a zwłaszcza w ciągu pierwszej połowy tej
drugiej dekady nagrała wszystkie swej najlepsze i najbardziej cenione przez
krytykę i fanów płyty.
Do jej największych osiągnięć zalicza się albumy: „Clouds”
(1969), „Ladies of the Canyon” (1970), „Blue” (1971), „Court and Spark” (1974),
„The Hissing of Summer Lawns” (1975) i „Hejira” (1976). Im bliżej końca lat 70.
tym jej albumy miały niższy poziom artystyczny i ten stan trwał przez całe lata
80. Do ponownej formy artystka wróciła w latach 90. ale nagrane wówczas albumy
nie cieszyły się już tak kultowym uznaniem jak jej płyty z okresu debiutu.
Z pewnością głównym motywem do napisania przypominanego tutaj
artykułu prezentującego sylwetkę Joni Mitchell były sukcesy jej albumów z
pierwszej płowy lat 70, a
zwłaszcza płyty „Hejira” wydanej w 1976 r. Jego autor, Artur Śliwiński
skoncentrował się jednak nie tyle na prezentacji całości jej twórczości, co na
analizie jej tekstów.
Przedstawił jej utwory jako tzw. twórczość zaangażowaną, co
było szczególnie mile widziane przez komunistycznych propagandystów tamtej
epoki. Odpowiadało to bowiem ich wizji przedstawiania utworów rockowych czy
folkowych jako pieśni protestu przeciwko zastanemu systemowi społeczno-politycznemu,
czyli innymi słowy przeciwko kapitalizmowi.
Nie przypadkowo więc we wszystkich krajach dawnego Bloku
Wschodniego promowano takich artystów zachodnich, którzy byli reprezentantami
wszelkiej maści uciśnionych np. Amerykanina Dana Reeda (1938-1986) zwanego
„Czerwonym Elvisem”.
Faktycznie podjęcie tego tematu mogło być zresztą sprytnym
unikiem tego dziennikarza, dzięki któremu w ogóle pozwolono mu na opublikowanie
tego tekstu. Wszak pokazywał on znaczącą artystkę świata zachodniego walczącą
ze złem tego świata ze swojego, a nie socjalistycznego punktu widzenia.
Ja osobiście nigdy nie przepadałem za Joni Mitchell, bo
angielski nie jest moim macierzystym jeżykiem i nigdy tak do końca nie
rozumiałem jej zaangażowanych tekstów (i nie chodzi o to że nie mogę ich
przeczytać czy zrozumieć, ale o to, że często nie rozumiem ich szerszego
kontekstu). Jednak nigdy nie lubiłem jej zbytnio z powodu jej piskliwego głosu
działającego mi na nerwy. Ale oczywiście doceniam jej wkład w rozwój folk rocka
itp. a nawet mam dwie jej płyty na CD.
Gdy po raz pierwszy czytałem ten artykuł na początku lat 80.
z pożyczonego oprawnego rocznika „Jazz” to nie miałem pojęcia kim jest Joni
Mitchell.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Suzie Quatro (wł. Susan Kay Quatro) to jedna pierwszych kobiecych gwiazd rocka, która nie tylko odniosła wielki sukces komercyjny i artyst...







