Przypuszczalnie pierwszy w polskiej prasie muzycznej okresu PRL opis początków solowej kariery dwóch znanych obecnie gigantów autorskiego rocka: Eltona Johna a właściwie Reginalda Kennetha Dwighta (mającego obecnie 74 lata) i Van Morrisona, a właściwie George’a Ivana Morrisona (ma obecnie 75 lat). Każdy z nich nagrał przez ponad 40 lat kariery po kilkadziesiąt albumów, a których przynajmniej po pięć każdego z nich można uznać za arcydzieła. Przeważnie te najlepsze płyty nagrali w latach 70.
Celem tego bloga jest przypomnienie niektórych bardziej wartościowych artykułów i notatek o muzyce popularnej drukowanych w prasie muzycznej PRL.
poniedziałek, 17 maja 2021
wtorek, 13 kwietnia 2021
„Universal Singer” (Donovan) – artykuł w „Jazz. RiP”, ze I 1971 r.
Donovan to pseudonim artystyczny szkockiego wokalisty, kompozytora i gitarzysty Donovana Phillipsa Leitcha (ur. 10 V 1946 w Glasgow). Stworzył własny eklektyczny styl łączący rock (zwłaszcza psychodeliczny) z folkiem, jazzem, popem i muzyką światową, w tym z calypso. Największe sukcesy odnosił w latach 60. XX w., kiedy też stal się przyjacielem wielu sławnych muzyków, m.in. Briana Jonesa, Johna Lennona czy Joan Baez.
Zadebiutował w 1965 roku singlem „Catch the Wind”, który od razu stał sięhitem, podobnie jak kolejne nagrania: „Colours" i "Universal Soldier". Jego pozycję najbardziej wpływowego pieśniarza pokolenia ugruntował jego trzeci album długogrający „Sunshine Superman” z 1966 r. Pochodzące z niego nagranie tytułowe przez tydzień znajdowało się na szczycie amerykańskiej listy Hot 100 magazynu „Billboard”. Wielkiej Brytanii doszło do pozycji drugiej listy przebojów. Nie mniejszym sukcesem cieszyły się jego kolejne albumy: „Mellow Yellow” (1967), „Hurdy Gurdy Man” (1968) i „Atlantis” (1969). Wszystkie doskonale się sprzedawały ugruntowując pozycję Donovana na muzycznej scenie. W następnych dekadach nadal nagrywał i wydawał płyty, ale żadna z nich nie cieszyła się już taką popularnością jak jego pierwsze albumy.
Artykuł Andrzej Keyhy opisuje karierę Donovana z jego najlepszych lat i jest przypuszczalnie pierwszym opisem jego twórczości w polskiej prasie muzycznej.
środa, 10 marca 2021
Gdy wielcy odchodzą. Janis Joplin – szkic do portretu – magazyn „Jazz. Rytm i Piosenka” z IV 1971 r.
Pierwsza w j. polskim całościowa biografia Janis Joplin (1943-1970) przygotowana przez dziennikarza ukrywającego się po pseudonimem Robert Bogdan. To w miarę dobry tekst, zwłaszcza na lata w jakich powstał, ale przygotowano go ze smutnych powodów – przedwczesnej śmierci artystki w dniu 4 X 1970 r. w Hotelu Landmark w Hollywood. Przyczyną jej śmierci było przedawkowanie narkotyków.
W ciągu swego krótkiego życia Janis nagrała i wydała tylko trzy albumy: dwa z zespołem Big Brother and the Holding Company, „Big Brother and the Holding Company (1967) i „Cheap Thrills” (1968) oraz jednen z zespołem Kozmic Blues Band „I Got Dem Ol’ Kozmic Blues Again Mama!” (1969. Czwarty z nich, przez wielu uważany za najlepszy, „Pearl” (1971) ukazał się już po jej śmierci.
Ja osobiście najbardziej lubię i cenię album „Chip Thrills”, a także uważam, że towarzyszący jej zespół Big Brother and the Holding Company jest stanowczo zbyt mało doceniany. Myslę, też, znając już twórczość jej murzyńskich wzorców, że Janis była takim żeńskim Presleyem, który odniósł tak wielki sukces w epoce, tylko dlatego, że była biała a nie czarna.
Jej wersja utworu „Ball and Chain” jest naprawdę doskonała, ale i tak nigdy nie przebije autorskiej wersji Big Mamy Thornton i Buddy Guy’a z 1970 r. Jest ona mniej rockowa, a bardziej bluesowa, a przez to mniej komercyjna, ale przesycona jakąś wewnętrzną siłą niedostępną dla białych muzyków.
czwartek, 11 lutego 2021
The Three Dog Night – artykuł o zespole w magazynie „Jazz. RiP” ze I 1971 r.
Amerykański zespół The Three Dog Night (Noc Trzech Psów) nigdy nie był w Polsce zbyt znany i popularny. W latach 70. nieco go lansowano w polskich mediach, ale jak widać po efektach nie przyniosło to spodziewanego rezultatu. Grupa ta powstała w Los Angeles w 1967 r. z inicjatywy trzech wokalistów: Cucka Negrona, Cory Wellesa i Danny Huttona.
Po dokooptowaniu instrumentalistów powstał stabilny pełny skład wspólnie wykonujący muzykę wokalno-instrumentalną. Grupa ta tworzyła muzykę w stylu pop rocka z domieszką psychodelii, a także w stylu białego soulu. W jej muzyce, z naturalnych przyczyn, bo miała trzech wokalistów, wyeksponowane było wokale męskie oraz brzmienie fortepianu. Miejscami przypominała wówczas styl brytyjskiego zespołu Spooky Tooth z jego soulowego okresu. To dlatego jej utwory są pełne żarliwości charakterystycznej dla soulu, ale też wypełnione instrumentalnym podkładem na najwyższym poziomie.
Klasyczny okres dziejów zespołu to lata 1967-1976. Potem grupa się rozpadła, ale po reaktywacji w 1981 r. występuje nieprzerwanie do chwili obecnej, choć oczywiście już w nieco innym składzie. W swym klasycznym okresie grupa wydała dziesięć albumów z których najwyżej ceni się pięć pierwszych: „Three Dog Night” (1968), „Suitable for Framing” (1969), „It Ain’t Easy” (1970), „Naturally” (1971) i „Harmony” (1971). Za największe osiągnięcie artystyczne zespołu jedni uważają jej debiut, a inni, jej drugą płytę.
Większość repertuaru grupy tworzyli zewnętrzni autorzy, co nie przeszkodziło jej w wielkim sukcesie komercyjnym. W ciągu swej kariery, której najlepsze lata przypadły na przełom lat 60. i 70. XX w. grupa zdobyła aż 12 złotych albumów i wprowadziła wiele swych przebojów na listy Billboardu. Z drugiej strony to grupa która nigdy nie zdobyła zbyt wielkiej popularności poza Stanami Zjednoczonymi.
Powyższy artykuł Michała Franusza przybliża historię i omawia styl tego zespołu w okresie jego największych sukcesów.
wtorek, 12 stycznia 2021
Ach, co to był za rok – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka" ze I 1971 r.
Artykuł ten, to podsumowanie tego co ciekawego wydarzyło się w muzyce popularnej w mijającym 1970 roku. Przygotował go jeden z najlepszych polskich dziennikarzy muzycznych doby PRL, Marek Garztecki. Z obecnej perspektywy to tekst mało wnoszący do wiedzy o najlepszych dokonaniach muzycznych 1970 r., bo ograniczony do wzmiankowania tylko niektórych wykonawców, m.in. Neila Younga, Roda Stewarda, Eltona Johna, czy The Rolling Stones. W artykule wspomina się też trzech tragicznie zmarłych w 1970 r. w młodym wieku muzyków: Jimi Hendrixa, Janis Joplin i Ala Wilsona. Pomimo swej daleko posuniętej enigmatyczności waga tego artykułu polega na wglądzie w to, jak postrzegano świat zachodniej muzyki popularnej z perspektywy kraju komunistycznego zza „żelaznej kurtyny”.
czwartek, 17 grudnia 2020
Krótki przegląd wydarzeń na Zachodzie w roku 1969 - "Jazz. Rytm i Piosenka", II 1970 r.
Koniec roku sprzyja różnego rodzaju podsumowaniom, a te zwłaszcza upodobali sobie miłośnicy popkultury. Stąd od wielu dziesięcioleci na Zachodzie, w końcu każdego roku, a już szczególnie dekady, podawane są listy najlepszych filmów, najlepiej sprzedających się płyt, i wszystkiego tego, co najciekawszego wydarzyło się w poprzednim roku lub dekadzie.
W prezentowanym tutaj tekście Marek Garztecki przedstawił podsumowanie roku 1969 r. w muzyce, głównie brytyjskiej i amerykańskiej. Z pewnością miłe dla ucha komunistycznych cenzorów były wzmianki w nim o sprzeciwie muzyków rockowych wobec wojny w Wietnamie, gdzie prawdziwi patrioci z obozu komunistycznego walczyli ze złymi imperialistami z Ameryki.
Tekst ten jest jednak raczej esejem o roku 1969 niż rzetelnym zestawieniem listy najlepszych albumów roku 1969. Ale z pewnością Autor jakby miał takie dane, to by je przedstawił, ale ich nie miał, więc ich tutaj też nie było. Nie było też ani jednej ilustracji obrazującej ten tekst, a przecież w tymże roku ukazała się cała masa kanonicznych albumów opakowanych w słynne obecnie okładki, np. taki „Hot Rats” Franka Zappy.
Ale taki kram jak jego Pan, a ten był biedny, to i kram prezentował biedę.
poniedziałek, 16 listopada 2020
Free – notka o zespole w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z IV 1970 r.
Brytyjski zespół Free należy do najważniejszych grup w historii muzyki rockowej. Tworzył muzykę w stylu blues rocka i wczesnego hard rocka a pewną nutką nostalgii, co odróżnia go od innych podobnych zespołów. W ciągu swej niedługiej, bo zaledwie sześcioletniej kariery (1968-1973) wydał sześć albumów studyjnych i jeden koncertowy. Spośród nich przynajmniej trzy z nich uważane są za arcydzieła muzyki rockowej: debiutancki „Tons Of Sobs” (1968), powszechnie uważany za kononiczny „Fire And The Water” (1970) i koncertowy „Free Live!” (1971).
Grupę tę tworzyło czterech młodych muzyków: Paul Rogers (główny wokalista), Paul Kossoff gitarzysta), Andy Fraser (basista) i Simon Kirke (perkusista). Dwaj z nich już nie żyją, Wybitnie zdolny gitarzysta Paul Kossoff zmarł z przedawkowania narkotyków w 1976 r., a twórca znacznej części repertuaru zespołu Andy Fraser - ze starości w 2015 r. Drugim głównym kompozytorem w zespole był wokalista Paul Rogers.
To pierwszy tekst o zespole Free w polskiej prasie muzycznej. W krótkiej notatce przygotowanej zapewne na podstawie materiałów z prasy brytyjskiej historię zespołu doprowadzono do wzmianki o wydaniu przez niego drugiego albumu „Free” w październiku 1969 r. Trzeci album grupy „Fire And The Water” ukazał się już po opublikowaniu tego tekstu, bo w czerwcu 1970 r. Widać też, że Autor nie znal za dobrze ani historii grupy, ani jej dorobku, bo tekst jest pozbawiony głębszej analizy jej twórczości.
Obecnie ten tekst ma wyłącznie znaczenie archiwalne i historyczne, a jego wartość polega na tym, że pokazuje jak widzieli grupę Free polscy dziennikarz muzyczni w PRL u progu lat 70.
poniedziałek, 19 października 2020
The Band – artykuł o grupie w magazynie „Jazz. RiP” z V 1970
Kanadyjsko-amerykański zespół The Band jest na pewno jedną z legend rocka, ale w Polsce nigdy nie był przesadnie popularny. Ten swoisty dystans do jej muzyki mógł wynikać z rodzaju muzyki jaki tworzyła, bardzo amerykańskiego w wydźwięku country rocka i folk rocka. W jej muzyce było zawsze mało efekciarstwa, a dużo surowego i autentycznego rockowego przesłania.
Grupa ta istniała w latach 1968-
Prezentowany tutaj dość obszerny, jak na ówczesne możliwości szpaltowe polskiej prasy muzycznej, artykuł o tym zespole autorstwa Marka Garzteckiego przedstawia historię tej grupy w jej początkowym okresie aż do 1970 r. Była to pierwsza tak obszerna jej prezentacja w polskiej prasie muzycznej okresu PRL i chyba też jedna z najlepszych jakie w ogóle opublikowano o tym zespole w polskiej prasie.
poniedziałek, 14 września 2020
Herbie Hancock – zarys biografii w magazynie „Jazz. RiP” z IV 1970 r.
wtorek, 11 sierpnia 2020
Dylan. Szkic do portretu – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z VII-VIII 1970 r.
poniedziałek, 13 lipca 2020
Lanchester-70 / Msza Beatowa / The Olympic – trzy notatki w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z V 1970 r.
środa, 17 czerwca 2020
Czy istnieje awangarda beatowa? – artykuł z magazynu „Jazz. Rytm i Piosenka” z V 1970 r.
środa, 13 maja 2020
Air Force / King Crimson – artykuły w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka”, z VII-VIII 1970 r.
wtorek, 28 kwietnia 2020
Twarz kobiety (Laura Nyro, Joni Mitchell) – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z VII-VIII 1970 r.
środa, 8 kwietnia 2020
Jo Ann Kelly / Doc Watson – biogramy w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z II 1970 r.
czwartek, 19 marca 2020
Fat Mattress, nowa gwiazda podziemia – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z III 1970 r.
Obecnie Fat Mattress to całkowicie zapomniany zespól znany jedynie najbardziej zagorzałym fanom. Jednak w epoce był dość znany, choć w Polsce nigdy nie cieszył się jakimś szczególnym uznaniem. Jego dwie płyty są obecnie dobrze oceniane, ale większym uznaniem cieszy się jej debiut „Fat Mattress” z 1969 r.
Przygotowanie notki o tym zespole w tamtym czasie w Polsce dobrze świadczy o ówczesnych polskich dziennikarzach muzycznych. Jest ona dowodem na to, że pomimo izolacji kraju, bacznie śledzili oni to co się dzieje na brytyjskiej scenie muzycznej, czego dowodem jest właśnie ten tekst. Dzisiaj jest on już jedynie ciekawostką, ale też dokumentem obrazującym kondycję polskiej prasy muzycznej na początku lat 70. XX w.
O Noelu Reddingu i grupie Fat Mattress możemy obecnie dużo więcej dowiedzieć się dzięki polskiemu tłumaczeniu książki wspomnieniowej Noela Reddinga napisanej przez niego przy pomocy Carol Appleby pt. „Are You Experienced? The inside story of the Jimi Hendrix Experience” wydanej w 1990 r. (wydanie polskie z 2000 r. pt.: „Czy jesteś doświadczony? Prawdziwa historia The Jimi Hendrix Experience”).
środa, 4 marca 2020
Grateful Dead – historia zespołu w magazynie „MM” z V 1980 r.
poniedziałek, 17 lutego 2020
Buddy Holly – żywa legenda do dziś – artykuł w magazynie „Jazz” z IX 1978 r.
środa, 5 lutego 2020
Jubileusz „ojca brytyjskiego bluesa” (Alexis Korner) – „Jazz” VII 1978 r.
środa, 22 stycznia 2020
Kasa Chorych – artykuł w magazynie „Jazz” z IX 1978 r.
czwartek, 9 stycznia 2020
Trzy światy Leonarda Cohena – artykuł w magazynie „Jazz” z VIII 1978 r.
wtorek, 24 grudnia 2019
Brytyjski rock A.D. 1978 - magazyn "Jazz" z IX 1978 r.
Artykuł Jerzego Rzewuskiego prezentuje brytyjską scenę muzyczną pod koniec 1978 r. Na podstawie doświadczeń własnych oraz analizy magazynu "Melody Maker" (a przypuszczalnie i innych brytyjskich periodyków muzycznych z tamtej epoki) Autor informuje polskiego Czytelnika o tym, że wbrew rewolucji punkowej na brytyjskim rynku muzycznym koegzystują obok siebie na równych prawach dawne dinozaury rocka w rodzaju Pink Floyd, Yes, czy Jethro Tull z punkowcami, np. The Stranglers, artystami raggae np. Bob Marley i The Wailers, muzyką pop np. Abba, nową falą, np. Elvis Costello, a nawet disco np. Bee Gees.
Większość artykułu poświęcona jest jednak analizie powodów jakie doprowadziły do eksplozji muzyki punk w Wielkiej Brytanii. Dla Autora, tak jak dla wielu innych analityków ówczesnej sceny muzycznej, punk był powrotem do korzeni muzyki rockowej zatraconych w wydumanej muzyce nurtu tzw. symfonicznego rocka tworzonej wykonawców w rodzaju Emerson Lake & Palmer, Pink Floyd, czy Yes. Wszystkich ich nazywano pogardliwie dinozaurami rocka. Ich cechą wspólną było oderwanie od problemów dnia codziennego, wydumane długie solówki i wszystko to, co nie było klasycznym rock and rollem wymyślonym w latach 50. w USA.
Gdy czytałem ten tekst w młodości, to nie licząc kilka najbardziej znanych zespołów, np. Pink Floyd, to praktycznie nie znałem ani jednego, poza może Sex Pistols, z wymienionych w tym artykule nowych wykonawców.
środa, 11 grudnia 2019
Captain Beefheart. „Chce wyć jak wilkołak” – artykuł w magazynie „Jazz" z VIII 1978 r.
Autor artykułu w podtytule napisał, za Beefheartem, że jego śpiew to "wycie wilkołaka". I faktycznie na pierwszy rzut oka śpiew Kapitana może sprawiać wrażenie ryczeniu przepitego wódką kolesia. Faktycznie zaś reprezentował wybitnie indywidualny styl wokalny oparty na sarkazmie i prowadzący od tradycji wokalnej Roberta Johnsona do free rocka. A było to możliwe dzięki jego nieograniczonej wyobraźni i wyjątkowej wielooktawowej skali głosu niedostępnej dla masy innych rockowych śpiewaków. Ten wokal w połączeniu z pozornie grającym chaotycznie, a faktycznie precyzyjnie jak w zegarku zespołem i równie co sam śpiew niecodziennymi solówkami lidera na saksofonie dawało piorunujący efekt. Przeciętni słuchacze odbierali jednak tę muzykę jako objaw szaleństwa, w którym wokalista śpiewa "pijackie" kawałki bez ładu i składu, a każdy z instrumentalistów jego zespołu gra w innej tonacji i metrum przez co muzyka brzmi jak grupa rodem z psychiatryka.
Oczywiście obok albumów bardzo genialnych Beefheart nagrywał też płyty wyjątkowo słabe, np. "Unconditionally Guaranteed" (1974), ale działo się tak tylko wtedy, gdy zmuszano go do komercjalizacji i podporządkowaniu się prawom rynku muzyki pop.
czwartek, 21 listopada 2019
Pink Floyd – artykuł w magazynie „Jazz” z VI 1978 r.
Jednak w Polsce lat 70. taka wiedza dostępna była nielicznym. W tym czasie w naszym kraju nie było praktycznie prasy poświęconej muzyce rockowej, a jedynie rubryki udostępniane w czasopiśmie „Jazz” na opis tego gatunku muzyki. Nie było dostępu do zachodniej prasy muzycznej, a tym bardziej monografii o zespole (które zresztą jeszcze wówczas nie istniały), a także encyklopedii rockowych.
Ogromne sukcesy albumów: „The Dark Side of the Moon” (1973), „Wish You Were Here” (1975) i „Animals” (1977) także w Polsce stworzyły olbrzymi głód wiedzy o tym zespole wśród masowej publiczności rockowej. Bezpośrednim asumptem do przygotowania monografii tego zespołu na łamach miesięcznika „Jazz” było zwłaszcza wydanie ostatniej z tych płyt.
Notabene grupa Pink Floyd w Polsce okresu PRL była nie tylko zespołem rockowym, ale także uosobieniem marzeń o Zachodzie i innym „lepszym” świecie. Jej melodyjne a przy tym poruszające wyobraźnię utwory były też powszechnie słuchane przez ludzi z różnych grup społecznych. Z tego powodu jej płyty były jednym z bardziej pożądanych towarów na giełdach płytowych, gdzie osiągały wysokie ceny. Także obecnie grupa ta nadal cieszy się olbrzymią popularnością wśród starszego pokolenia, często niechętnego już innym wykonawcom rockowym.
Tekst ten przygotował znany później dziennikarz muzyczny Wiesław Królikowski. Był to tekst znacznie bardziej rozbudowany i – z natury rzeczy bardziej aktualny - niż podobne opracowanie jakie przygotował na lamach tego pisma kilka lat wcześniej J. Żmichowski („Jazz” nr z XI 1975 r.). Przygotowany przez Królikowskiego tekst, to moim zdaniem najbardziej pełna monografia grupy Pink Floyd jaka ukazała się na łamach polskiej prasy muzycznej w Polsce lat 70. i jeden z lepszych tekstów o tej grupie jakie ukazały się w okresie PRL. Dzisiaj nie robi on już takiego wrażenia jak kiedyś, ale wciąż pozostaje dowodem spojrzenia polskiego dziennikarstwa muzycznego na ten zespół w epoce, kiedy odnosił największe sukcesy.
Pamiętam jak z wypiekami na twarzy po raz pierwszy czytałem ten tekst około 1981 r. z pożyczonego egzemplarza „Jazz” i jak wielkie zrobił on wówczas na mnie wrażenie. Do końca 1979 r. nie interesowałem się szerzej muzyką, więc nie wiedziałem nawet że istnieje taka gazeta. W późniejszych latach jedynie dziwiłem się, że to Wiesław Weiss opisał ten zespół w licznych rozbudowanych monografiach prasowych i książkowych, a nie Królikowski, który pisał o nim po raz pierwszy (podobnie zresztą jak m.in. o Led Zeppelin).
wtorek, 12 listopada 2019
Jean Luc-Ponty – artykuł biograficzny w magazynie „Jazz” z V 1978 r.
Jean-Luc Ponty (ur. 1942 r.) jest aktywny na scenie muzycznej od początku lat 60. XX w. W ciągu swej wyjątkowo długiej kariery wydał wiele znakomitych płyt, przy czym większość najlepszych od połowy końca lat 60. do początku lat 80. XX w.
Na pewno do najlepszych jego albumów należą: „Jazz in Paris: Jazz Long Playing” (1964), „Live at Donte's” (1969), „King Kong: Jean-Luc Ponty Plays the Music of Frank Zappa” (1970), „Open Strings” (1973), „Upon the Wings of Music” (1975), „Aurora” (1975), „Imaginary Voyage” (1976), „Enigmatic Ocean” (1977), „Cosmic Messenger” (1978), „Mystical Adventures” (1981).
Moją ulubioną jego płytą jest album „King Kong: Jean-Luc Ponty Plays the Music of Frank Zappa” (1970).
wtorek, 22 października 2019
Frank Zappa kontestator – artykuł w magazynie „Jazz” z VII 1978 r.
Wbrew tytułowi sugerującemu opis twórczości Franka Zappy mamy tutaj do czynienia z próbą opisania zjawiska pop artu na podstawie analizy okładki debiutanckiej płyty Franka Zappy i jego zespołu The Mothers Of Invention. Przy tej okazji znalazło się też miejsce na omówienie niektórych utworów tego albumu, głównie pod względem ideowym i tekstowym. Z powodu przyjętej formy tekst bardziej przypomina akademickie rozważania socjologiczno-kulturowe niż proste (co nie znaczy prostackie) rockowe podejście do tematu.
Tekst ten został przygotowany przez Jarosława Skowrońskiego.
środa, 9 października 2019
George Duke – artykuł w magazynie „Jazz” z III 1978 r.
Jego styl uległ radykalnej zmianie pod wpływem współpracy z francuskim skrzypkiem Jean-Lucv Pontym i genialnym Frankiem Zappą. Dzięki temu przeszedł metamorfozę stylistyczną i zaczął grać z większą swobodą, a także skierował się w kierunku jazzu fusion, a potem muzyki funkowej. Z każdym z nich nagrał albumy jako współpracownik lub członek ich zespołów, np. z Jean-Luc Pontym rewelacyjny album „King Kong” (1970).
Szczególnie istotne znaczenie miała dla niego współpraca z Frankiem Zappą. Na kilka lat wszedł w skład jego różnych zespołów z którym nagrał szereg kanonicznych albumów w dyskografii tego muzyka, m.in. „Changa’s Revenge” (1970), „200 Motels” (1971), „Waka/Jawaka” (1972), „The Grand Wazoo” (1972), „Over-Nite Sensation” (1973), „Apostrophe” (1974), itd.
Równolegle do współpracy z innymi muzykami George Duke prowadził własną bardzo intensywną karierę solową. W latach 70. wydal aż kilkanaście albumów z własną muzyką (studyjnych i koncertowych). Przynajmniej kilka z nich uznane zostało za wyjątkowe osiągnięcia artystyczne. Wśród wydanych przez niego wówczas albumów wyróżniały się: „Feel” i „Faces In Reflection” (obie z 1974 r.), „I Love the Blues, She Heard My Cry” (1975), „The Aura Will Prevail’ (1975), „The 1976 Solo Keyboard Album” (1976), „The Dream” (1978), „Follow the Rainbow” (1979). Tę szczęśliwą passę kończył album „A Brazilian Love Affair” (1980).
W latach 80. i 90. a także później George Duke nadal nagrywał płyty. Niestety przezważnie nie wykraczał w nich poza przeciętność, a nawet jak stworzył bardziej udane dzieła np. np. „Night After Night” (1989), „Illusion (1995), czy „Face the Music” (2002), to nie miało to już znaczenia, gdyż jego kariera i popularność straciły dawny impet.
Prezentowany tutaj artykuł przygotował nie żyjący już polski dziennikarz Jerzy Rzewuski. Było to pierwsze opracowanie na temat twórczości Georga Duke’a w j. polskim. Pomimo upływu lat pozostaje chyba nadal jedynym tak gruntownym opracowaniem dorobku tego muzyka w naszym języku.
wtorek, 17 września 2019
Miles Davis – monografia artysty w magazynie „Jazz” z IV 1978 r.
Gdy na początku lat 80. XX w. dopiero zaczynałem swoją przygodę z muzyką, to nie interesowałem się jazzem, bo jest to muzyka specyficzna i wymagająca od słuchacza znacznie więcej przygotowania niż inne gatunki muzyki popularnej. Akurat ten gatunek był jako tako tolerowany przez władze komunistyczne w PRL, bo wiedziały one że jest on niszowy a sama muzyka o charakterze instrumentalnym praktycznie nie zawierała słów a więc i treści mogących zostać odczytane jako polityczne. Z tego powodu pozwolono nawet na założenie i funkcjonowanie periodyku (z biegiem czasu miesięcznika) „Jazz” w którym publikowano artykuły na temat tej muzyki.
Czasopismo to było dość trudno dostępne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, stąd przez długi czas praktycznie nie mogłem go kupić. Mało tego, nawet nie wiedziałem że taka gazeta istnieje. Dowiedziałem się o niej dopiero wiosną 1982 r. gdy mój kuzyn Franciszek K. udostępnił mi do poczytania kilka oprawnych roczników tego periodyku pożyczonych z kolei od jednego z kolegów, z liceum plastycznego do jakiego chodził. Były to roczniki tego czasopisma z lat 1975-1979. A więc był w nim opisywany tutaj numer z biografią Milesa Davisa.
Jednaki wówczas, dla młodego fana rocka jakim byłem, taka muzyka i tego rodzaju suche teksty (bo przecież samej muzyki nie znałem) nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wolałem artykuły o Led Zeppelin itp. zespołach rockowych, bo byłem na etapie wyłącznie „rockowym”. Tym nie mniej zapamiętałem ten artykuł, bo był znacznie większy niż inne podobne teksty monograficzne publikowane w „Jazz”, a ponadto nawet ja słyszałem już o Milesie Davisie.
Podobnie jak wielu innych, po raz pierwszy muzyką jazzową i nagraniami Davisa (jakimiś akustycznymi) zapoznałem się dzięki audycji „Trzy kwadranse jazzu” ok. 1981 r. Była to audycja nadawana przez wiele lat w Programie Trzecim Polskiego Radia propagująca muzykę jazzowa. Myślę, że bez niej nie było by w Polsce co najmniej połowy jazz fanów w moim pokoleniu (a i tak nie jest ich przecież zbyt wielu). Jednak – jak już wspomniałem – ten pierwszy kontakt nie zrobił na mnie wrażenia, bo byłem głównie rockowcem uważającym, że jak ktoś nie gra prostych rytmów na perkusji i solówek na gitarze, to nie jest godny uwagi.
Jednak w dużo większym stopniu przemówiły do mnie nagrania Davisa z pierwszej płyty albumu „Bitches Brew” nadanego Programie IV Polskiego Radia w dniu 18 V 1982 r. Z tego co pamiętam album ten, a właściwie jego pierwszą stronę nadano w ramach stereofonicznej audycji „Studio Stereo” prowadzonej przez Marka Gaszyńskiego. Pamiętam, że byłem dosłownie wstrząśnięty utworami: „Pharaoh’s Dance”, „Sapanish Key i „John McLaughlin”. Od tego momentu coraz częściej słuchałem jazzu fusion lub jak kto woli jazz-rocka w różnych odmianach. Większe zainteresowanie jazzem akustycznym zacząłem przejawiać dopiero dziesięć lat później, a dokładniej od 1991 r., kiedy po raz pierwszy usłyszałem album Davisa „Kind of Blue”.
czwartek, 5 września 2019
Nienawiść na sprzedaż – artykuł w magazynie „Jazz” z II 1978 r.
Pierwszy w j. polskim rzeczowy opis kontekstu kulturowego głównie brytyjskiej sceny punkowej połowy lat 70. (w tle także wzmianki o scenie amerykańskiej). Autor, Jerzy Rzewuski, znany później polski dziennikarz muzyczny, często przebywał wówczas w Londynie i mógł obserwować te zmiany naocznie. Już sam jego pobyt w Londynie tego czasu był nie lada ewenementem, bo Polacy w okresie PRL mieli bardzo utrudnione możliwości wyjazdów zagranicznych, a zwłaszcza do krajów kapitalistycznych.
Autor koncentruje się na kontekście kulturowym i społecznym angielskiego ruchu punk. Taki opis był na rękę ówczesnej władzy. Z jednej strony ukazywał „złe” warunki życia w ogarniętej kryzysem gospodarczym Wielkiej Brytanii połowy lat 70. Z drugiej strony przedstawiał wykonawców punkowych jako dziwaków i wynaturzeńców, co nie koniecznie było intencją samego Autora.
W tekście jest mowa o tylko o kilku wykonawcach: The Germs, Sex Pistols i Malcolmie McLarenie, The Stranglers, Sham69, Richardzie Hell’u. Najwięcej uwagi poświęcono oczywiście zespołowi Sex Pistols. W końcowej refleksji Autor zauważa, że cały ten ruch już został pochłonięty przez przemysł muzyczny widzący w stylu i muzyce punk nowe źródło dochodu.
God save the queen
The fascist regime
They made you a moron
Potential H-bomb
Boże chroń królową
Faszystowski reżim
Zrobili z Ciebie kretyna
potencjalną bombą wodorową
-
Suzie Quatro (wł. Susan Kay Quatro) to jedna pierwszych kobiecych gwiazd rocka, która nie tylko odniosła wielki sukces komercyjny i artyst...















































