środa, 17 czerwca 2020

Czy istnieje awangarda beatowa? – artykuł z magazynu „Jazz. Rytm i Piosenka” z V 1970 r.



Od wielu lat muzyka popularna, w tym muzyka rockowa, jest już zaliczana do wartościowych tworów kultury. Jednak w przeszłości nie było to takie oczywiste i jeszcze na początku lat 80. a więc w czasach mojej młodości wielu ludzi, w tym dziennikarzy radiowych wypowiadało się z lekką pogardą o wykonawcach rockowych. Jeszcze o dekadę wcześniej, a więc na początku lat 70. nie można nawet było w komunistycznej Polsce używać terminu muzyka rockowa, bo władze nieprzychylnie patrzyły na niego, jako na twór zachodniej zdegenerowanej kultury.

Na określenie muzyki rockowej zalecały stosowanie terminu muzyka beatowa, aby już samą nazwą dokonać jego deprecjacji. W tym kontekście można zrozumieć, dlaczego autor tego artykułu, Ryszard Gloger, później szanowany autor książek o muzyce, dziennikarz i znawca muzyki popularnej, użył właśnie takiego terminu na opisanie muzyki rockowej przełomu lat 60 i 70.

W każdym razie w tym artykule Gloger zastanawia się nad tym, czy istnieje coś takiego jak awangarda beatowa? Przywołując twórczość Franka Zappy, The Fugs i innych trafnie nazywa ich twórczość „podziemną” ale popularną, a nie awangardową. Z dzisiejszej perspektywy jest jasne, że istnieje coś takiego jak awangarda rocka, ale w tym tekście nie mogła ona zostać opisana, bo jeszcze się wówczas nie narodziła. Powstała dopiero w pierwszej połowie lat 70. wraz z takimi wykonawcami jak brytyjskie Henry Cow czy amerykańskie The Residents.

środa, 13 maja 2020

Air Force / King Crimson – artykuły w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka”, z VII-VIII 1970 r.

Brytyjski zespół Air Force, a właściwie Ginger Baker's Air Force działał w latach 1969-1971. Powstał z inicjatywy Gingera Bakera (1939-2019), wcześniej perkusisty uwielbianego zespołu Cream. Była to wieloosobowa grupa tworząca muzykę w stylu bigbandowego jazz-rocka. W epoce grupa ta nagrała i wydała tylko dwa albumy: jednej studyjny „Air Force 2” (1970) i jeden koncertowy „Ginger Baker's Air Force” (1970). Ten drugi był znacznie wyżej oceniany niż debiut. Opis tego w sumie nowego zespołu dla „Jazz” przygotował współpracownik tego pisma stale mieszkający za granicą Raymond L. Dąbrowski. W zasadzie to nie jest tyle opis twórczości tej grupy, co relacja z odbytego przez nią koncertu w londyńskim „Lyceum” z 1970 r. w którym uczestniczył autor tej relacji.

Z kolei artykuł tajemniczo zatytułowany „W zamku rumianego króla” autorstwa Grzegorza Boguta jest pierwszym w języku polskim opisem twórczości powszechnie teraz znanego i cenionego zespołu King Crimson. Motywem przewodnim tego tekstu jest oczywiście opis jego debiutanckiego albumu pt.: „In The Court Of The Crimson King” (1969) znanego pod tytułem „Na dworze Karmazynowego Króla”).
Oczywiście obecnie można się śmiać z zaproponowanego przez niego wówczas tłumaczenia tytułu tego albumu. Ale trzeba pamiętać, że nawet wiele lat później w polskiej prasie muzycznej nie zawsze wiedziano jak prawidłowo przetłumaczyć ten, czy inne tytuły płyt różnych wykonawców rockowych.
Obecnie polscy dziennikarze muzyczni są niby bardziej kompetentni i tacy we wszystkim „do przodu”, ale choć znają angielski przeważnie starają się unikać tłumaczenia opisywanych tytułów płyt, a już tym bardziej nie podają tłumaczeń piosenek. Czynią tak z obawy o dwuznaczność niektórych tytułów płyt i tekstów rockowych i ewentualną możliwość ośmieszenia się złymi tłumaczeniami. Ale nie jest to całkiem prawidłowe, bo zostawiają to co najtrudniejsze jeszcze mniej doświadczonym językowo Czytelnikom.
Jak widać na przykładzie tego tekstu ów dziennikarz, który napisał ten artykuł o King Crimson i jego debiutanckiej płycie nie był jednak tchórzem i podjął się jednak przetłumaczenia tego tytułu i tekstów piosenek.
Czytając te teksty pamiętajmy, że powstały one "na gorąco" w epoce, 50 lat temu z dala od brytjskich źróddeł tej muzyki.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Twarz kobiety (Laura Nyro, Joni Mitchell) – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z VII-VIII 1970 r.

 
Artykuł bardzo ogólnie przybliża sylwetki artystyczne dwóch wybitnych kompozytorek, autorek tekstów i piosenkarek: Amerykanki Laury Nyro (1947-1997) i Kanadyjki Joni Mitchell (ur. 1943). Pierwsza z nich akompaniowała sobie głównie na fortepianie a druga na gitarze. Nyro tworzyła muzykę w stylu rhythm and bluesa, subtelnego fortepianowego popu i jazzu, a także doo-wopu i rock & rolla, a Mitchell w stylu fokowym, rockowym, jazzowym i popowym.

Laura Nyro swe najlepsze płyty nagrała w okresie lat 1967-1976, przy czym za szczegonie dobre uważa się jej albumy: „More Than a New Discovery” (1967), „Eli and the Thirteenth Confession” (1968), „New York Tendaberry” (1969), „Christmas and the Beads of Sweat” (1970) i „Gonna Take a Miracle”  (1971). Z kolei okres największych sukcesów Joni Mitchell święciła w latach 1968-1976, wtedy też powstały jej najsłynniejsze i najwyżej cenione albumy: „Joni Mitchell” (1968), „Clouds” (1969), „Ladies of the Canyon” (1970), „Blue” (1971), „For the Roses” (1972), „Court and Spark” (1974), „The Hissing of Summer Lawns” (1975) i „Hejira” (1976).

Ja osobiście znacznie bardziej lubię Laurę Nyro, gdyż wysoki rejestr głosu Joni Mitchell działa mi na nerwy. Ale na pewno obie piosenkarki i kompozytorki zasługują na jednakową uwagę i są godne szacunku jako artystki. Laura Nyro jest na pewno w Polsce nieco mniej masowo znana niż Mitchell.

Prezentowany artykuł mnie był więc przypadkowy i prezentował te artystki w momencie pierwszych wielkich sukcesów, ale przed apogeum możliwości twórczych każdej z nich.

środa, 8 kwietnia 2020

Jo Ann Kelly / Doc Watson – biogramy w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z II 1970 r.

Jedną z cech zachodniej muzyki popularnej w latach 60. XX w. była moda na folk i bluesa. Wielu z ówczesnych wykonawców tych gatunków muzyki osiągnęło masową popularność, w tym także w Polsce okresu PRL-u. To skłoniło redakcję magazynu „Jazz” do publikacji na swych łamach sylwetek niektórych z takich artystów. Wtedy byli oni w środowisku dziennikarzy muzycznych Polsce w miarę znani, a dzisiaj są praktycznie zapomniani lub niepopularni.

Jo Ann Kelly (1944-1990) była brytyjską pieśniarką i gitarzystką akustyczną tworzącą muzykę w stylu wiejskiego bluesa. Gry na gitarze nauczyła się od swojego młodszego brata Dave’a Kelly’ego (obecnie ma 73 lata), także muzyka bluesowego. Dysponowała silnym głosem przez co jej wykonania piosenek bluesowych kojarzyły się ze sposobem śpiewu czarnych wokalistek bluesowych.

Pierwszych nagrań dokonała w połowie lat 60., ale nie były to jej płyty solowe a utwory zamieszczone na kompilacjach gromadzących brytyjskich artystów bluesowych. Pierwszy album sygnowany własnym nazwiskiem „Jo-Ann Kelly” wydała dopiero w 1969 r. W latach 70. przygotowała i wydała jeszcze pięć albumów, z których najwyżej ceniona jest płyta „Do It” z 1976 r. nagrana prze nią we współpracy z Peterem Emery. I choć Kelly była bardzo ceniona w środowisku m.in. do składu chciały ją pozyskać takie tuzy gatunku jak Canned Heat czy Johnny Winter, to jednak jej kariera w latach 70. uległa znaczącemu wyhamowaniu. Głównym powodem tego była zmiana upodobań masowej publiczności, która przestała słuchać bluesa i przerzuciła się na progresywny rock, glam rock, jazz rock, a końcu na punk rock i nową falę.

Jo Ann Kelly zmarła w wieku zaledwie 46 lat z powodu guza mózgu.

Arthel Lane „Doc” Watson (1923-2012) był niewidomym amerykańskim piosenkarzem, gitarzystą i kompozytorem muzyki bluegrass, folk, country, gospel i bluesa. Jego przydomek wziął się z przypadku i wynikał z niemożności wymówienia jego prawdziwego imienia przez spikera radiowego. Ten przydomek, to oczywiście nawiązanie do Doktora Watsona z powieści o Sherlocku Holmsie. Początkowo „Doc” grał na gitarze elektrycznej, ale pod wpływem rady Ralpha Rinzldera zaczął grać na gitarze akustycznej i banjo. Jako jeden z pierwszych udowodnił, że gra na gitarze w preferowanych przez niego stylach może być wirtuozowska.

Generalnie jego styl gry polegał na uzyskiwaniu melodii skrzypcowych na gitarze. Pod względem technicznym Watson grał na gitarze następującymi sposobami: flatpicking, fingerpicking a przede wszystkim techniką flatpick. W ten sposób ze swoją twórczością wpasował się w nurt odrodzenia amerykańskiej muzyki ludowej początku lat 60 i wkrótce stał się jednym z jej czołowych reprezentantów. Tworzył muzykę opartą na prostych podziałach rytmicznych, ale pełną pasji i wewnętrznej siły charakterystycznej dla dawnych mistrzów folku, country i bluesa. W okresie swego życia był żywym kontynuatorem dawnych tradycji amerykańskiej muzyki ludowej.

W ciągu swej długiej kariery wydał kilkanaście albumów studyjnych, z których najwyżej cenione są jego płyty z lat 60 i 70. Zadebiutował w 1963 r. albumem „Jean Ritchie And Doc Watson At Folk City” nagranym wspólnie z inną legendarną przedstawicielką amerykańskiego folku Jean Ritchie. Dopiero kolejny album „Doc Watson” wydany w 1964 r. był jego pierwszą w pełni samodzielną płytą. W latach 60. XX w. jego wyróżniającymi się albumami były: „Home Again!” i „Southbound”, oba wydane w 1966 r. oraz płyta „Ballads From Deep Gap” z 1967 r. nagrana przez niego wspólnie synem Merle Watsonem. Bardzo dobre były także albumy jakie wydał w latach 70., spośród nich wyróżniały się: „Elementary Doctor Watson!” z 1972 r. i „Memories” z 1975 r.

Ani Jo Ann Kelly a tym bardziej Doc Watson nigdy nie byli specjalnie popularni w Polsce, choć na pewno utwory obu tych artystów prezentowane były w audycjach radiowych Jana Chojnackiego i Korneliusza Pacudy.

czwartek, 19 marca 2020

Fat Mattress, nowa gwiazda podziemia – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z III 1970 r.

Fat Mattress (Gruby Materac) to brytyjski zespół folk-rockowy istniejący w latach 1968-1970. Jego założycielem a zarazem liderem był Noel Redding (1945-2003), były basista The Jimi Hendrix Experience. Do odejścia z tej grupy skłoniło go niedostateczne uwzględnianie na płytach Hendrixa jego własnych kompozycji. Ponadto muzyk był uzależniony od alkoholu i narkotyków, a także nieco megalomański. O ile odejście z grupy Hendrixa było błędem, to sprzedanie przez niego w latach 70. praw autorskich do nagrań stworzonych z Hendrixem było już klęską. Przez kolejne lata starał się przed sądami o odzyskanie tych praw, ale jego starania zakończyły się fiaskiem.

Obecnie Fat Mattress to całkowicie zapomniany zespól znany jedynie najbardziej zagorzałym fanom. Jednak w epoce był dość znany, choć w Polsce nigdy nie cieszył się jakimś szczególnym uznaniem. Jego dwie płyty są obecnie dobrze oceniane, ale większym uznaniem cieszy się jej debiut „Fat Mattress” z 1969 r.

Przygotowanie notki o tym zespole w tamtym czasie w Polsce dobrze świadczy o ówczesnych polskich dziennikarzach muzycznych. Jest ona dowodem na to, że pomimo izolacji kraju, bacznie śledzili oni to co się dzieje na brytyjskiej scenie muzycznej, czego dowodem jest właśnie ten tekst. Dzisiaj jest on już jedynie ciekawostką, ale też dokumentem obrazującym kondycję polskiej prasy muzycznej na początku lat 70. XX w.

O Noelu Reddingu i grupie Fat Mattress możemy obecnie dużo więcej dowiedzieć się dzięki polskiemu tłumaczeniu książki wspomnieniowej Noela Reddinga napisanej przez niego przy pomocy Carol Appleby pt. „Are You Experienced? The inside story of the Jimi Hendrix Experience” wydanej w 1990 r. (wydanie polskie z 2000 r. pt.: „Czy jesteś doświadczony? Prawdziwa historia The Jimi Hendrix Experience”).

środa, 4 marca 2020

Grateful Dead – historia zespołu w magazynie „MM” z V 1980 r.


 

Amerykański zespół Grateful Dead jest jednym z moich ulubionych wykonawców muzyki rockowej. W czasach PRL nigdy nie był w Polsce specjalnie popularny, ale na pewno był znany w środowisku hipisów, a także obeznanych z muzyką dziennikarzy. Wśród tych ostatnich nie był jednak jakimś ulubieńcem, bo w ówczesnych audycjach Polskiego Radia jego albumy prezentowano jedynie z rzadka.

Ta amerykańska grupa istniała w latach 1965-1995 i w okresie swego istnienia przygotowała trzynaście albumów studyjnych z nowym materiałem oraz czternaście albumów koncertowych. Ta wielka ilość albumów koncertowych nie była przypadkowa i wynikała z tego, że w przeciwieństwie do wielu innych wykonawców zespół ten najpełniej realizował się na koncertach. Jego płyty studyjne były zaledwie szkicami, które grupa rozwijała do pełnowymiarowych dzieł malarskich dopiero podczas bezpośredniego zetknięcia z publiczności na koncercie. Nie przypadkowo więc za jej najlepsze płyty uważa się albumy koncertowe. Pierwszym z nich był legendarny „Live/Dead” z 1969 r. – jedna z moich ulubionych płyt.

Po raz pierwszy z opisem twórczości zespołu Grateful Dead spotkałem się dzięki prezentowanemu tutaj artykułowi o tej grupie w „Magazynie Muzycznym” z maja 1980 r. Przygotował go młody jeszcze wówczas dziennikarz muzyczny Wiesław Weiss. Byłem zachwycony tym tekstem i zaintrygowany twórczością Grateful Dead, choć w tamtym czasie nie znałem ani jednego nagrania tego zespołu. Ważne jest to, że omawiany tutaj tekst zainspirował mnie do poszukiwania jego nagrań, co niekiedy przynosiło komiczne konsekwencje. Mam nadzieję, że kiedyś to opiszę w osobnym poście.

Uważam, że to jeden z najlepszych tekstów muzycznych jakie niegdyś ukazały się na łamach magazynu „Jazz”, w owym czasie przemianowanego na „Magazyn Muzyczny”. To także najlepszy opis historii i twórczości Grateful Dead jaki ukazał się w prasie muzycznej PRL. W zasadzie do chwili obecnej nie ma równie dobrego tekstu o tym zespole. Przykro to powiedzieć, ale nie licząc jednego opisu z „Tylko Rocka opublikowanego w latach 90. XX w. żadna inna z polskich gazet muzycznych aż do chwili obecnej nie poświęciła tej grupie należytej uwagi.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Buddy Holly – żywa legenda do dziś – artykuł w magazynie „Jazz” z IX 1978 r.


 Buddy Holly, a właściwie Charles Hardin Holley (1936-1959) był jedną z centralnych postaci wczesnej ery rock and rolla. Pochodził z Lubbock w Teksasie z muzycznej rodziny, stąd wcześnie nauczył się grać na gitarze i śpiewać. W przyszłości okazał się też zdolnym kompozytorem i liderem zespołu. Jego rock and rollowy styl muzyczny ukształtował się pod wpływem: gospel, country i bluesa. Pierwszą grupę założył w 1953 r., a ośmielony sukcesem Elvisa Presleya postanowił zostać zawodowym muzykiem. Wtedy też ostatecznie porzucił styl country dla rock and rolla. Inspirował się także twórczością Lonnie Johnsona i Bo Diddleya.

Jego zespół The Crickets formował się przez kilka lat (1954-1957) i przechodził różne zmiany personalne. Ostatecznie klasyczny skład tej grupy w 1957 r. tworzyli: Buddy Holly (śpiew, gitara), Jerry Allison (perkusja), Joe Mauldin (kontrabas), Niki Sullivan (gitara). W takim składzie powstał album „The "Chirping" Crickets” wydany przez wytwórnię Brunswick 27 XI 1957 r. Obecnie uważa się go za jedno z najważniejszych wydawnictw w historii rocka. Wkrótce po wydaniu tego albumu Holly postanowił rozpocząć karierę solową. Niestety nie trwała ona zbyt długo, bo Buddy Holly zginął w wypadku lotniczym w nocy z 2 na 3 lutego 1959 r., a w raz nim m.in. zaledwie 17. letni Ritchie Valens.

Cechami muzyki Holly’ego była słynna czkawka wokalna i naprzemienne używanie zwykłego głosu i falsetu. Jego „jąkający się wokal” uzupełniała gra instrumentalistów z perkusyjną grą na gitarze, niespotykanymi dotąd solówkami oraz częstymi uderzeniami wspomagającymi rytmikę perkusji tworzyło jego specyficzny styl wyrastający z rhythm and bluesowej progresji. Jako pierwszy zastosował do nagrywania dwuścieżkowy magnetofon i eksperymentował z miksowaniem nagrań. Z tych i innych powodów było jednym ze wzorców dla takich  muzyków jak: Jimi Hendrix, John Lennon, Paul McCartney, Mick Jagger, Keith Richards i Bob Dylan.

Dość obszerny, jak na standardy PRL-u, artykuł Marka Wiernika opisuje jego krótką ale wyjątkowo inspirującą dla innych rockmanów karierę.

środa, 5 lutego 2020

Jubileusz „ojca brytyjskiego bluesa” (Alexis Korner) – „Jazz” VII 1978 r.

Alexis Korner, a właściwie Koerner (1928-1984), był brytyjskim muzykiem bluesowym i prezenterem radiowym powszechnie nazywanym „ojcem brytyjskiego bluesa”. Ten przydomek nadano mu z powodu wielkiego wpływu jaki on i jego zespoły wywarły na brzmienie brytyjskiego bluesa w latach 60. Ponadto Korner odegrał kluczową rolę w powstaniu kilku ważnych brytyjskich zespołów, m.in. The Rolling Stones i Free.

Był synem austriackiego Żyda i Greczynki. Urodził się w Paryżu, a dzieciństwo spędził we Francji, Szwajcarii i Afryce Północnej. Do Wielkiego Brytanii przyjechał dopiero w 1940 r. Pod wpływem pianisty Jimmy'ego Yanceya zaczął grać bluesa. Przeważnie grał na gitarze, ale umiał też grać na fortepianie.

W 1955 r. wraz z Cyrilem Davisem (harmonijkarz) założył w pubie Round House w Soho w Londynie Blues and Barrelhouse Club, w którym wraz z nim grał muzykę bluesową, a także ją propagował sprowadzając do Wielkiej Brytanii wielu bluesmanów ze Stanów Zjednoczonych.

W 1961 r. Korner i Davies założyli zespół Blues Incorporated. Początkowo była to luźna grupa białych muzyków grających rhythm and bluesa i bluesa elektrycznego. Wśród nich było wiele później bardzo znanych postaci brytyjskiej muzyki popularnej, m.in. Charlie Watts, Jack Bruce , Ginger Baker, Graham Bond, Dick Heckstall-Smith. Jego zespół przyciągał też fanów, którzy z biegiem czasu stali się muzykami, m.in. takich jak: Mick Jagger, Keith Richards, Brian Jones, John Mayall, Jimmy Page.

Szczególne znaczenie dla muzyki ma pierwszy album tego zespołu „R&B From the Marquee” wydany z 1962 r. z rejestracją koncertu grupy Kornera we wspomnianym w tytule klubie.

Przedstawiony tutaj artykuł opisuje początki kariery muzycznej Kornera z okazji 50 urodzin jakie obchodził w 1978 r. Jak widać Autor tej notatki nie miał nawet fotografii Kornera, stąd jej nie zamieszczono w tym opracowaniu.

środa, 22 stycznia 2020

Kasa Chorych – artykuł w magazynie „Jazz” z IX 1978 r.


Kasa Chorych to jeden z najlepszych polskich zespołów bluesowych. Powstał już w 1975 r., ale pierwszą płytę długogrającą pt.” „Skiba” wydał w 1985 r. Co prawda wcześniej wydal album „Ryszard „Skiba” Skibiński (1984), ale sygnował go nazwą swego zmarłego członka, nieodżałowanego kompozytora bluesowego i harmonijkarza Ryszarda Skibińskiego (1951-1982). Jego gra na harmonijce ustnej zachwycała wirtuozerią i żarliwością.

Grupa powstała w Białymstoku w 1975 r. z inicjatywy Ryszarda Skibińskiego i gitarzysty, kompozytora i wokalisty Jarosława Tioskowa. Nazwę wzięła z tego, że wszyscy uważali muzyków za chorych, skoro zdecydowali się grać bluesa w Białymstoku, a więc w mieście oddalonym od centrum kulturowego kraju.

To pierwszy poważny tekst o zespole Kasa Chorych w polskiej prasie muzycznej.

czwartek, 9 stycznia 2020

Trzy światy Leonarda Cohena – artykuł w magazynie „Jazz” z VIII 1978 r.


 
 

Leonard Cohen (1934-2016) to kanadyjski Żyd, poeta, pisarz, muzyk, ale przede wszystkim pieśniarz. Obok Boba Dylana jest najwybitniejszym rockowym poetą. Choć w zasadzie nie tyle rockowym, co raczej folkowym czy popowym, ale na pewno wybitnym. W ciągu swej bardzo długiej, obejmującej kilka dekad kariery, nagrał wiele płyt, z których przynajmniej kilka należy do kanonu muzyki popularnej. Na pewno taką płytą jest jego debiut „Songs Of Leonard Cohen” wydany w 1967 r. Ale jego wielkimi osiągnięciami były też m.in. albumy „Songs of Love and Hate” (1971), „I'm Your Man” (1987), czy „You Want It Darker” (2016).

Jako pierwszy w Polsce muzykę Leonarda Cohena spopularyzował już w latach 70. Maciej Zembaty (1944-2011), poeta, satyryk, reżyser radiowy i muzyk. To on pierwszy przetłumaczył piosenki Cohena na j. polski dzięki czemu stały się one zrozumiałe dla odciętego wówczas od świata i nie znającego języków społeczeństwa polskiego dekady Gierka. Trzeba też jednak powiedzieć, że o ile teksty Cohena były wybitne to towarzysząca im muzyka była dobra, ale nie odbiegała od typowego folk rocka.

Prezentowany tutaj trzyczęściowy artykuł autorstwa znanego polskiego dziennikarza muzycznego Jerzego Rzewuskiego (1948-2011) nie jest jednak opisem biografii Cohena, a przeprowadzoną przez Autora wnikliwą analizą jego tekstów i przesłania artystycznego. To bardzo wartościowy materiał i na pewno nie zestarzał się z upływem czasu, a wręcz przeciwnie. Dla obecnego pokolenia badaczy poezji Cohena opracowanie Rzewuskiego może być punktem odniesienia co do tego jak patrzono i na twórczość poetycką tego pieśniarza w przeszłości.

wtorek, 24 grudnia 2019

Brytyjski rock A.D. 1978 - magazyn "Jazz" z IX 1978 r.




Artykuł Jerzego Rzewuskiego prezentuje brytyjską scenę muzyczną pod koniec 1978 r. Na podstawie doświadczeń własnych oraz analizy magazynu "Melody Maker" (a przypuszczalnie i innych brytyjskich periodyków muzycznych z tamtej epoki) Autor informuje polskiego Czytelnika o tym, że wbrew rewolucji punkowej na brytyjskim rynku muzycznym koegzystują obok siebie na równych prawach dawne dinozaury rocka w rodzaju Pink Floyd, Yes, czy Jethro Tull z punkowcami, np. The Stranglers, artystami raggae np. Bob Marley i The Wailers, muzyką pop np. Abba, nową falą, np. Elvis Costello, a nawet disco np. Bee Gees.

Większość artykułu poświęcona jest jednak analizie powodów jakie doprowadziły do eksplozji muzyki punk w Wielkiej Brytanii. Dla Autora, tak jak dla wielu innych analityków ówczesnej sceny muzycznej, punk był powrotem do korzeni muzyki rockowej zatraconych w wydumanej muzyce nurtu tzw. symfonicznego rocka tworzonej wykonawców w rodzaju Emerson Lake & Palmer, Pink Floyd, czy Yes. Wszystkich ich nazywano pogardliwie dinozaurami rocka. Ich cechą wspólną było oderwanie od problemów dnia codziennego, wydumane długie solówki i wszystko to, co nie było klasycznym rock and rollem wymyślonym w latach 50. w USA. 

Gdy czytałem ten tekst w młodości, to nie licząc kilka najbardziej znanych zespołów, np. Pink Floyd, to praktycznie nie znałem ani jednego, poza może Sex Pistols, z wymienionych w tym artykule nowych wykonawców.

środa, 11 grudnia 2019

Captain Beefheart. „Chce wyć jak wilkołak” – artykuł w magazynie „Jazz" z VIII 1978 r.

 
Captain Beefheart (Kapitan Wołowe Serce) to pseudonim artystyczny Dona Van Vlieta (1941-2010), amerykańskiego muzyka, kompozytora, wokalisty, ale także poety i malarza. Od najmłodszych lat wykazywał się ponadprzeciętnymi zdolnościami plastycznymi, m.in. stworzył rzeźby już wówczas umieszczone na lokalnej galerii. W wieku 13 lat wygrał konkurs na studia rzeźbiarskie w Europie, ale jego Rodzice nie zgodzili się na wyjazd uważając artystów za homoseksualistów. Z tego powodu przenieśli się z Los Angeles do Landcaster na pustyni Mojave.

Podczas nauki w szkole średniej w Antelope Valley zainteresował się muzyką, a zwłaszcza pierwotnym wiejskim bluesem i free jazzem, m.in. Ornettem Colemanem i Cecilem Taylorem. W 1956 r. w do Landacster przeprowadziła się też rodzina Zappów. W takich okolicznościach Don Van Vliet poznał Franka Zappę z którym pod koniec lat 50. zaczął tworzyć wspólną muzykę. W późniejszych latach drogi obu muzyków się rozeszły, ale zawsze ostatecznie ponownie się spotykali i nagrywali – już jako uznane gwiazdy - nowe nagrania i płyty.

W ciągu swej kariery Don Van Vliet nagrał i wydał kilkanaście płyt studyjnych. Przeważnie sygnował je pseudonimem Captain Beefheart and His Magic Band. Przynajmniej trzy z jego albumów uważane są za arcydzieła: „Safe As A Milk” 1967), „Trout Mask Replica” (1969) i „Doc At The Radar Station” (1980). Wszystkie jego płyty zawierały bardzo oryginalną muzykę, ale przeważnie też dość trudną w odbiorze. Była to mieszanka wiejskiego bluesa, rocka i free jazzu uzupełniona o teksty równie oryginalne co sama muzyka. Z tego powodu jego twórczość nigdy nie zyskała masowego poklasku.

Autor artykułu w podtytule napisał, za Beefheartem, że jego śpiew to "wycie wilkołaka". I faktycznie na pierwszy rzut oka śpiew Kapitana może sprawiać wrażenie ryczeniu przepitego wódką kolesia.  Faktycznie zaś reprezentował wybitnie indywidualny styl wokalny oparty na sarkazmie i prowadzący od tradycji wokalnej Roberta Johnsona do free rocka. A było to możliwe dzięki jego nieograniczonej wyobraźni i wyjątkowej wielooktawowej skali głosu niedostępnej dla masy innych rockowych śpiewaków. Ten wokal w połączeniu z pozornie grającym chaotycznie, a faktycznie precyzyjnie jak w zegarku zespołem i równie co sam śpiew niecodziennymi solówkami lidera na saksofonie dawało piorunujący efekt. Przeciętni słuchacze odbierali jednak tę muzykę jako objaw szaleństwa, w którym wokalista śpiewa "pijackie" kawałki bez ładu i składu, a każdy z instrumentalistów jego zespołu gra w innej tonacji i metrum przez co muzyka brzmi jak grupa rodem z psychiatryka.

O ile na Zachodzie muzyka Beefhearta była ceniona, choć może nie koniecznie masowo słuchana, to w Polsce praktycznie nie była znana i słuchana. Najbardziej zachwycali się nią krytycy muzyczni, bo obserwując zachodnie periodyki i mają lepszy dostęp do płyt mogli sami ocenić wartość jego muzyki.

Oczywiście obok albumów bardzo genialnych Beefheart nagrywał też płyty wyjątkowo słabe, np. "Unconditionally Guaranteed" (1974), ale działo się tak tylko wtedy, gdy zmuszano go do komercjalizacji i podporządkowaniu się prawom rynku muzyki pop.

Prezentowany tutaj artykuł Michała Golińskiego jest jednym z nielicznych opisów twórczości tego muzyka w okresie PRL. Jak widać z dołączonego tekstu, Autor raczej dość ogólnie opisuje poszczególne płyty Kapitana, bo jak przypuszczam nie miał do nich dostępu, i koncentruje się bardziej na kontekście kulturowym ich powstania niż na ich bezpośredniej analizie. Wszystkie cytaty zamieszczone w tym artykule najpewniej pochodzą z anglojęzycznej prasy. Z powodu braku dojścia do źródeł artykułu nie zaopatrzono go też w reprodukcje fotografii zespołu Beefhearta ani też jego płyt.

czwartek, 21 listopada 2019

Pink Floyd – artykuł w magazynie „Jazz” z VI 1978 r.

 
Brytyjski zespół Pink Floyd, to jedna z ikon muzyki rockowej. Obecnie obszerne informacje o nim w języku polskim znaleźć można praktycznie wszędzie, począwszy od prasy muzycznej, poprzez liczne monografie (polskie i obce), wspomnienia po niezliczoną ilość danych w Internecie.

Jednak w Polsce lat 70. taka wiedza dostępna była nielicznym. W tym czasie w naszym kraju nie było praktycznie prasy poświęconej muzyce rockowej, a jedynie rubryki udostępniane w czasopiśmie „Jazz” na opis tego gatunku muzyki. Nie było dostępu do zachodniej prasy muzycznej, a tym bardziej monografii o zespole (które zresztą jeszcze wówczas nie istniały), a także encyklopedii rockowych.

Ogromne sukcesy albumów: „The Dark Side of the Moon” (1973), „Wish You Were Here” (1975) i „Animals” (1977) także w Polsce stworzyły olbrzymi głód wiedzy o tym zespole wśród masowej publiczności rockowej. Bezpośrednim asumptem do przygotowania monografii tego zespołu na łamach miesięcznika „Jazz” było zwłaszcza wydanie ostatniej z tych płyt.

Notabene grupa Pink Floyd w Polsce okresu PRL była nie tylko zespołem rockowym, ale także uosobieniem marzeń o Zachodzie i innym „lepszym” świecie. Jej melodyjne a przy tym poruszające wyobraźnię utwory były też powszechnie słuchane przez ludzi z różnych grup społecznych. Z tego powodu jej płyty były jednym z bardziej pożądanych towarów na giełdach płytowych, gdzie osiągały wysokie ceny. Także obecnie grupa ta nadal cieszy się olbrzymią popularnością wśród starszego pokolenia, często niechętnego już innym wykonawcom rockowym.

Tekst ten przygotował znany później dziennikarz muzyczny Wiesław Królikowski. Był to tekst znacznie bardziej rozbudowany i – z natury rzeczy bardziej aktualny - niż podobne opracowanie jakie przygotował na lamach tego pisma kilka lat wcześniej J. Żmichowski („Jazz” nr z XI 1975 r.). Przygotowany przez Królikowskiego tekst, to moim zdaniem najbardziej pełna monografia grupy Pink Floyd jaka ukazała się na łamach polskiej prasy muzycznej w Polsce lat 70. i jeden z lepszych tekstów o tej grupie jakie ukazały się w okresie PRL. Dzisiaj nie robi on już takiego wrażenia jak kiedyś, ale wciąż pozostaje dowodem spojrzenia polskiego dziennikarstwa muzycznego na ten zespół w epoce, kiedy odnosił największe sukcesy.

Pamiętam jak z wypiekami na twarzy po raz pierwszy czytałem ten tekst około 1981 r. z pożyczonego egzemplarza „Jazz” i jak wielkie zrobił on wówczas na mnie wrażenie. Do końca 1979 r. nie interesowałem się szerzej muzyką, więc nie wiedziałem nawet że istnieje taka gazeta. W późniejszych latach jedynie dziwiłem się, że to Wiesław Weiss opisał ten zespół w licznych rozbudowanych monografiach prasowych i książkowych, a nie Królikowski, który pisał o nim po raz pierwszy (podobnie zresztą jak m.in. o Led Zeppelin).

wtorek, 12 listopada 2019

Jean Luc-Ponty – artykuł biograficzny w magazynie „Jazz” z V 1978 r.

 
 
Tekst przygotował Jerzy Rzewuski i w swoim czasie było to najobszerniejsze i najbardziej wyczerpujące opracowanie o twórczości tego francuskiego skrzypka jazzowego i jazz-rockowego a także kompozytora w polskiej prasie okresu PRL. I choć tekst urywa się na 1978 r., to jak dotąd nikt inny nie przygotował bardziej wyczerpującego opracowania o tym artyście w języku polskim.

Jean-Luc Ponty (ur. 1942 r.) jest aktywny na scenie muzycznej od początku lat 60. XX w. W ciągu swej wyjątkowo długiej kariery wydał wiele znakomitych płyt, przy czym większość najlepszych od połowy końca lat 60. do początku lat 80. XX w.

Na pewno do najlepszych jego albumów należą: „Jazz in Paris: Jazz Long Playing” (1964), „Live at Donte's” (1969), „King Kong: Jean-Luc Ponty Plays the Music of Frank Zappa” (1970), „Open Strings” (1973), „Upon the Wings of Music” (1975), „Aurora” (1975), „Imaginary Voyage” (1976), „Enigmatic Ocean” (1977), „Cosmic Messenger” (1978), „Mystical Adventures” (1981).

Moją ulubioną jego płytą jest album „King Kong: Jean-Luc Ponty Plays the Music of Frank Zappa” (1970).

wtorek, 22 października 2019

Frank Zappa kontestator – artykuł w magazynie „Jazz” z VII 1978 r.

 

Wbrew tytułowi sugerującemu opis twórczości Franka Zappy mamy tutaj do czynienia z próbą opisania zjawiska pop artu na podstawie analizy okładki debiutanckiej płyty Franka Zappy i jego zespołu The Mothers Of Invention. Przy tej okazji znalazło się też miejsce na omówienie niektórych utworów tego albumu, głównie pod względem ideowym i tekstowym. Z powodu przyjętej formy tekst bardziej przypomina akademickie rozważania socjologiczno-kulturowe niż proste (co nie znaczy prostackie) rockowe podejście do tematu.

Tekst ten został przygotowany przez Jarosława Skowrońskiego.

środa, 9 października 2019

George Duke – artykuł w magazynie „Jazz” z III 1978 r.

 
George Duke (1946-2013) to amerykański pianista, kompozytor i wokalista, bardzo ceniony w środowisku, ale też nie aż tak powszechnie znany z solowej działalności. Był muzykiem gruntownie wykształconym muzycznie i początkowo grał typowy jazz (album: „Presented by the Jazz Workshop of San Francisco” z 1966 r.).

Jego styl uległ radykalnej zmianie pod wpływem współpracy z francuskim skrzypkiem Jean-Lucv Pontym i genialnym Frankiem Zappą. Dzięki temu przeszedł metamorfozę stylistyczną i zaczął grać z większą swobodą, a także skierował się w kierunku jazzu fusion, a potem muzyki funkowej. Z każdym z nich nagrał albumy jako współpracownik lub członek ich zespołów, np. z Jean-Luc Pontym rewelacyjny album „King Kong” (1970).

Szczególnie istotne znaczenie miała dla niego współpraca z Frankiem Zappą. Na kilka lat wszedł w skład jego różnych zespołów z którym nagrał szereg kanonicznych albumów w dyskografii tego muzyka, m.in. „Changa’s Revenge” (1970), „200 Motels” (1971), „Waka/Jawaka” (1972), „The Grand Wazoo” (1972), „Over-Nite Sensation” (1973), „Apostrophe” (1974), itd.

Równolegle do współpracy z innymi muzykami George Duke prowadził własną bardzo intensywną karierę solową. W latach 70. wydal aż kilkanaście albumów z własną muzyką (studyjnych i koncertowych). Przynajmniej kilka z nich uznane zostało za wyjątkowe osiągnięcia artystyczne. Wśród wydanych przez niego wówczas albumów wyróżniały się: „Feel” i „Faces In Reflection” (obie z 1974 r.), „I Love the Blues, She Heard My Cry” (1975), „The Aura Will Prevail’ (1975), „The 1976 Solo Keyboard Album” (1976), „The Dream” (1978), „Follow the Rainbow” (1979). Tę szczęśliwą passę kończył album „A Brazilian Love Affair” (1980).

W latach 80. i 90. a także później George Duke nadal nagrywał płyty. Niestety przezważnie nie wykraczał w nich poza przeciętność, a nawet jak stworzył bardziej udane dzieła np. np. „Night After Night” (1989), „Illusion (1995), czy „Face the Music” (2002), to nie miało to już znaczenia, gdyż jego kariera i popularność straciły dawny impet.

Prezentowany tutaj artykuł przygotował nie żyjący już polski dziennikarz Jerzy Rzewuski. Było to pierwsze opracowanie na temat twórczości Georga Duke’a w j. polskim. Pomimo upływu lat pozostaje chyba nadal jedynym tak gruntownym opracowaniem dorobku tego muzyka w naszym języku.

wtorek, 17 września 2019

Miles Davis – monografia artysty w magazynie „Jazz” z IV 1978 r.

 
 
 
 
Ten obszerny artykuł o Milesie Davisie napisał znany krytyk muzyczny Jerzy Rzewuski (zm. 2011 r.). Moim zdaniem to najlepszy tekst o tym artyście w polskiej prasie muzycznej okresu PRL. Oczywiście, Rzewuski, napisał go jedynie na podstawie pośrednich źródeł, a więc materiałów już publikowanych, bo nie miał bezpośredniego dostępu do Milesa Davisa. Ale jego opracowanie jest rzetelne, przemyślane i nie pozbawione własnych ocen i analiz, a przez to w pełni oryginalne.

Gdy na początku lat 80. XX w. dopiero zaczynałem swoją przygodę z muzyką, to nie interesowałem się jazzem, bo jest to muzyka specyficzna i wymagająca od słuchacza znacznie więcej przygotowania niż inne gatunki muzyki popularnej. Akurat ten gatunek był jako tako tolerowany przez władze komunistyczne w PRL, bo wiedziały one że jest on niszowy a sama muzyka o charakterze instrumentalnym praktycznie nie zawierała słów a więc i treści mogących zostać odczytane jako polityczne. Z tego powodu pozwolono nawet na założenie i funkcjonowanie periodyku (z biegiem czasu miesięcznika) „Jazz” w którym publikowano artykuły na temat tej muzyki.

Czasopismo to było dość trudno dostępne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, stąd przez długi czas praktycznie nie mogłem go kupić. Mało tego, nawet nie wiedziałem że taka gazeta istnieje. Dowiedziałem się o niej dopiero wiosną 1982 r. gdy mój kuzyn Franciszek K. udostępnił mi do poczytania kilka oprawnych roczników tego periodyku pożyczonych z kolei od jednego z kolegów, z liceum plastycznego do jakiego chodził. Były to roczniki tego czasopisma z lat 1975-1979. A więc był w nim opisywany tutaj numer z biografią Milesa Davisa.

Jednaki wówczas, dla młodego fana rocka jakim byłem, taka muzyka i tego rodzaju suche teksty (bo przecież samej muzyki nie znałem) nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wolałem artykuły o Led Zeppelin itp. zespołach rockowych, bo byłem na etapie wyłącznie „rockowym”. Tym nie mniej zapamiętałem ten artykuł, bo był znacznie większy niż inne podobne teksty monograficzne publikowane w „Jazz”, a ponadto nawet ja słyszałem już o Milesie Davisie.

Podobnie jak wielu innych, po raz pierwszy muzyką jazzową i nagraniami Davisa (jakimiś akustycznymi) zapoznałem się dzięki audycji „Trzy kwadranse jazzu” ok. 1981 r. Była to audycja nadawana przez wiele lat w Programie Trzecim Polskiego Radia propagująca muzykę jazzowa. Myślę, że bez niej nie było by w Polsce co najmniej połowy jazz fanów w moim pokoleniu (a i tak nie jest ich przecież zbyt wielu). Jednak – jak już wspomniałem – ten pierwszy kontakt nie zrobił na mnie wrażenia, bo byłem głównie rockowcem uważającym, że jak ktoś nie gra prostych rytmów na perkusji i solówek na gitarze, to nie jest godny uwagi.

Jednak w dużo większym stopniu przemówiły do mnie nagrania Davisa z pierwszej płyty albumu „Bitches Brew” nadanego Programie IV Polskiego Radia w dniu 18 V 1982 r. Z tego co pamiętam album ten, a właściwie jego pierwszą stronę nadano w ramach stereofonicznej audycji „Studio Stereo” prowadzonej przez Marka Gaszyńskiego. Pamiętam, że byłem dosłownie wstrząśnięty utworami: „Pharaoh’s Dance”, „Sapanish Key i „John McLaughlin”. Od tego momentu coraz częściej słuchałem jazzu fusion lub jak kto woli jazz-rocka w różnych odmianach. Większe zainteresowanie jazzem akustycznym zacząłem przejawiać dopiero dziesięć lat później, a dokładniej od 1991 r., kiedy po raz pierwszy usłyszałem album Davisa „Kind of Blue”.

czwartek, 5 września 2019

Nienawiść na sprzedaż – artykuł w magazynie „Jazz” z II 1978 r.



Pierwszy w j. polskim rzeczowy opis kontekstu kulturowego głównie brytyjskiej sceny punkowej połowy lat 70. (w tle także wzmianki o scenie amerykańskiej). Autor, Jerzy Rzewuski, znany później polski dziennikarz muzyczny, często przebywał wówczas w Londynie i mógł obserwować te zmiany naocznie. Już sam jego pobyt w Londynie tego czasu był nie lada ewenementem, bo Polacy w okresie PRL mieli bardzo utrudnione możliwości wyjazdów zagranicznych, a zwłaszcza do krajów kapitalistycznych.

Autor koncentruje się na kontekście kulturowym i społecznym angielskiego ruchu punk. Taki opis był na rękę ówczesnej władzy. Z jednej strony ukazywał „złe” warunki życia w ogarniętej kryzysem gospodarczym Wielkiej Brytanii połowy lat 70. Z drugiej strony przedstawiał wykonawców punkowych jako dziwaków i wynaturzeńców, co nie koniecznie było intencją samego Autora.

W tekście jest mowa o tylko o kilku wykonawcach: The Germs, Sex Pistols i Malcolmie McLarenie, The Stranglers, Sham69, Richardzie Hell’u. Najwięcej uwagi poświęcono oczywiście zespołowi Sex Pistols. W końcowej refleksji Autor zauważa, że cały ten ruch już został pochłonięty przez przemysł muzyczny widzący w stylu i muzyce punk nowe źródło dochodu.

God save the queen
The fascist regime
They made you a moron
Potential H-bomb

Boże chroń królową
Faszystowski reżim
Zrobili z Ciebie kretyna
potencjalną bombą wodorową

czwartek, 15 sierpnia 2019

Weather Report, fascynacje i wątpliwości – artykuł w magazynie „Jazz” ze I 1978 r.

 
 
 

Amerykański zespół jazzowy Weather Report działał w latach 1970-1986 i był głównym twórcą stylu określanego jako jazz-fusion. Brzmienie tego zespołu zdominowane zostało przez instrumenty elektryczne co nie podobało się ówczesnym purystom jazzowym uważającym, iż prawdziwy jazz jest akustyczny.

Grupa ta miała faktycznie dwóch liderów: pianistę pochodzenia austriackiego Josefa (Joe) Zawinula (zm. 2007 r.) i saksofonistę Wayne Shortera (obecnie ma 84 lata). Sekcję rytmiczną tworzyło kilku bardzo dobrych muzyków, ale grających w zespole tylko czasowo. Dzięki wysokiemu poziomowi umiejętności wszystkich muzyków grupa bardzo wysoko ustawiła swój poziom kompozytorski i wykonawczy. Muzyka grupy miała dominujący wpływ na całe brzmienie jazzu lat 70., co nie zawsze było korzystne.

W okresie swego istnienia nagrała kilkanaście albumów studyjnych i kilka koncertowych. Najważniejsze i najlepiej oceniane z nich powstały w latach 70. XX w. Fani najwyżej cenią jej cztery pierwsze albumy: „Weather Report” (1971), „I Sing The Body Electric” (1972), „Sweetnighter” (1973), „Mysterious Traveller” (1974). Największy sukces komercyjny osiągnęła po dołączeniu do grupy genialnego basisty Jaco Pastoriusa (zm. 1987 r.) z którym nagrała album „Heavy Weather” (1977) –najbardziej przystępny muzycznie w jej karierze.

Obszerny, jak na ówczesne polskie możliwości prasowe, artykuł monograficzny o zespole Weather Report przygotował znany dziennikarz muzyczny Tomasz Szachowski. W chwili ukazania się było to najlepsze opracowanie o tym zespole jakie ukazało się w j. polskim i wydaje się, że pomimo upływu lat i pewnych mankamentów, pozostaje takim do dzisiaj.

Tekst jest bardzo fachowy i rzeczowy, miejscami aż nazbyt techniczny i odstręczający przeciętnego Czytelnika, ale na pewno dobry. Moim zdaniem tego rodzaju techniczne muzyczne słownictwo na pewno nie służy upowszechnianiu i tak już trudnej muzyki. W tym kontekście jest raczej dowodem pewnego snobizmu części nazbyt hermetycznego środowiska jazzowego. Widać, że w tym czasie jego Autor należał do osób kontestujących styl jazzu jaki uprawiała ta grupa.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Jean Michel Jarre – sylwetka muzyka w magazynie „Jazz” ze I 1978 r.

To pierwsza biografia tego muzyka w polskiej prasie muzycznej (a przypuszczalnie także pierwsza w ogóle). Przygotował ją Wiesław Królikowski w ramach działu „Migawki” poświęconemu na prezentację wybitnych nowych osobowości muzyki popularnej w magazynie „Jazz”.

Rok 1978 r. przyniósł pewne uwstecznienie tego pożytecznego czasopisma. Odtąd nie nosiło ono już podtytułu „Rytm i Piosenka” i prawie w całości poświęcone było na prezentację muzyki jazzowej. W takich okolicznościach na rynku prasy PRL powstała luka w prasie muzycznej a miłośnicy muzyki rockowej, bluesowej i folkowej nie mieli własnego magazynu muzycznego. Odtąd prezentacje wykonawców rockowych ana łamach magazynu "Jazz" były znacznie rzadsze.

Moim zdaniem wynikało to głównie z przyczyn politycznych. Władze PRL dążyły do likwidacji nielicznych przyczółków w prasie popularyzujących muzykę rockową. Uważały ją bowiem za szkodliwą z ideologicznego punktu dla wychowania socjalistycznej młodzieży. A ta jak wiadomo żyła w kraju socjalistycznej szczęśliwości, dalekim od patologii kapitalistycznego Zachodu i wytworów jego brudnej kultury popularnej.

Jest charakterystyczne, że artykuł prezentujący sylwetkę Jean Michell Jarre’a ukazał się w Polsce dopiero w styczniu 1978 r. A przecież opisywany tutaj szeroko album „Oxygene” wydano w grudniu 1976 r., a więc ponad rok wcześniej. Widać więc jak długi był cykl wydawniczy a zwłaszcza cenzorski w polskiej prasie tego okresu. Efektem było zawsze to samo – duże opóźnienie w przekazywaniu informacji.

środa, 17 lipca 2019

Rockowe obrachunki z rockiem – artykuł z magazynu „Jazz. Rytm i Piosenka” z XII 1976 r.


Artykuł ten, przygotowany przez Kamila Sipowicza, jest próbą omówienia najważniejszych płyt i wydarzeń jakie miały miejsce w muzyce rockowej w 1976 r. Opracowanie to pochodzi sprzed 40 lat i dzisiaj wydaje się anachroniczne oraz śmieszne, bo dzięki Internetowi i licznym publikacjom o muzyce wydanym także w naszym kraju, jego zredagowanie teraz byłoby znacznie prostsze. Ale wówczas nie była to prosta sprawa i Sipowicz był jednym z nielicznych ludzi w Polsce, którzy mogli się podjąć przygotowani takiego tekstu, a co najważniejsze – zrobił to dobrze.

Oprócz omówienia wybranych nowych płyt jakie ukazały się w 1976 r. Autor zwrócił tym tekstem uwagę na dwa zjawiska: na narastającą z każdym rokiem popularność muzyki reggae oraz narodziny punk rocka. W tym pierwszym wypadku chodziło o wielki sukces komercyjny i estradowy zreformowanego The Wailers Boba Marleya (album „Rastaman Vibration”), ale już bez Bunny Wailera i Petera Tosha, którzy rozpoczęli udane kariery solowe. Szczególnie interesujący był zwłaszcza debiut solowy tego drugiego – „Legalize It”. W wypadku wciąż mało znanej i docenianej także na Zachodzie muzyki punk był to czas pierwszych sukcesów estradowych i nagraniowych zespołów: Sex Pistols, The Clash, The Ramones i Blondie, a więc czterech najważniejszych grup ery wczesnego klasycznego punk rocka.

Nawiasem mówiąc omawianie osobnego stylu jakim jest reggae przy okazji płyt rockowych też było czymś charakterystycznym dla tamtych czasów.

Był to też rok powstania wielu znanych później grup punkowych, m.in. The Jam, The Cure, Joy Division, US, The Damned, ale też rozpadu starych zespołów kojarzonych z miniom okresem w muzyce, m.in. Grand Funk Railroad, Deep Purple, Soft Machine, i Mahavishnu Orchestra.

Starzy wykonawcy trzymali się jednak ciągle mocno wydając bardzo dobre albumy, m.in. David Bowie – „Station To Station”, Rainbow – „Rising”, Bob Dylan – „Desire”, Van Der Graaf Generator – „Still Life”, Camel – „Moonmadness”, Genesis – „A Trik Of The Tail”, Electric Light Orchestra – „A New World Record”, Kansas – „Leftovertoure”, Klaus Schulze – „Moondawn”, Queen – „A Day Of The Races”, Tangerine Dream – „Stratosfear”, Vangelis – „Albedo 0,39”, Peter Baumann – „Romance’76”, Led Zeppelin – „Presence”, Frank Zappa – „Zoot Allures”, Kiss – „Destroyer”, UFO – „No Heavy Petting”, Steely Dan – „The Royal Scam”, Thinn Lizzy – Johnny The Fox”, Scorpions – „Virgin Killer”, Blue Öyster Cult – „Agents of Fortune”, The Eagles – „Hotel California”, Joni Mitchell – „Heijra”. W tej grupie znalazły się także wybitne płyty koncertowe, np. Lynyrd Skynyrd – „One More From the Road”, Renaissance – „Live at Carnegie Hall”, Led Zeppelin – „The Song Remains the Same”.

Intrygowały albumy nowych wykonawców m.in. Jean Michela Jarre’a – „Oxygene” (pierwszą płytę wydal już wcześniej, ale te nagrania nie były szerzej znane), Boston – „Boston”, The Alan Parsons Projet – „Tales Of Mystery And Imagination”, Brand X – „Unorthodox Behaviour”, AC/DC – „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, Tom Petty and The Heartbreakers – „Tom Petty and The Heartbreakers”.

Był to też dobry rok dla awangardy rocka, gdyż ukazały się wówczas m.in. następujące albumy: Henry Cow – „Concerts”, Heldon – „Agneta Nilsson” oraz „Un reve sans conséquence spéciale”, Daevid Allen & Euterpe – „Good Morning”, Magma – „Üdü ?üdü”, Art Zoyd 3 – „Symphonie pour le jour ou bruleront les cités”, Stormy Six – „1789 / Carmine”.

Na końcu swego z konieczności dość krótkiego artykułu Autor przytoczył kilka danych na temat rankingu wybranych wykonawców według ocen z brytyjskiego magazynu muzycznego „Melody Maker” (pismo to zignorowało istnienie muzyki punk i słono za to zapłaciło).

Największą wadą tego podsumowania muzycznego za rok 1976 było to, że nie wzbogacono go choćby tylko jedną ilustracją. Ale to też było symptomatyczne. O ile można było jeszcze napisać jakiś tekst w oparciu o zachodnie źródła, to znacznie trudniej było pozyskać materiał ilustracyjny do danego tematu.

poniedziałek, 8 lipca 2019

USA: jazz wraca do łask – „Jazz. Rytm i Piosenka” z XII 1977 r.


To bardzo ciekawy artykuł Jerzego Rzewuskiego nt. odrodzenia jazzu jakie stopniowo dokonywało się w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 70. Do końca lat 50. jazz był dominującym gatunkiem muzyki dla młodych. Ten stan rzeczy zmieniły narodziny rock and rolla, a następnie gwałtowny rozwój muzyki rockowej w latach 60 i 70. To właśnie wówczas stała się ona dominującym gatunkiem muzyki popularnej słuchanej przez młodych.

Z tego powodu lata 70. XX w. nie były dobrym okresem dla muzyków jazzowych, którzy sprzedawali coraz mniej płyt, a na ich koncerty chodziło coraz mniej ludzi. Oczywiście przekładało się to na znaczący spadek ich dochodów. Podobne zjawiska wystąpiły także w innych mniej popularnych gatunkach muzyki, np. w bluesie i folku. W niektórych wypadkach, jak w przypadku folku, muzyka rockowa o mało co nie zabiła go w tamtym czasie prawie zupełnie.

I to wszystko i jeszcze więcej opisuje właśnie J. Rzewuski w powyższym artykule. Pisze on tam także o odrodzeniu jazzu m.in. na przykładzie rewelacyjnej sprzedaży płyt „The Köln Concert” Keitha Jarretta, czy „Breezin” Georga Bensona. Przy tej okazji trzeba jednak powiedzieć, że faktyczne odrodzeni akustycznego jazzu nastąpiło dopiero na początku lat 80. m.in. za sprawą sukcesów rynkowych takich muzyko jak bracia Marsalis.

środa, 12 czerwca 2019

Led Zeppelin, wierni przeszłości – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z XI 1977 r.

 

Prezentowany tutaj artykuł Wiesława Królikowskiego był pierwszym tak szerokim opisem działalności i dorobku brytyjskiego zespołu Led Zeppelin w polskiej prasie muzycznej. Przygotowano go na fali popularności filmu „The Song Remains The Same” mającego premierę w listopadzie 1976 r.

Historia zespołu opowiedziana została w dość enigmatyczny sposób, bardziej w postaci kalendarium niż analitycznego opisu. Oczywiście powodem tego był brak źródeł umożliwiających napisanie takiego tekstu w komunistycznej Polsce. Dorobek płytowy zespołu doprowadzono do najnowszego wówczas albumu „Presence” z 1976 r.

Pamiętam jak w czasach mojej młodości zawsze podkreślano, ze w Polsce zespół Black Sabbath był zawsze bardziej popularny niż Led Zeppelin. Podkreślano też, że największą popularnością Led Zeppelin cieszyło się we wrogich nam ideowo wówczas (a może dla niektórych i obecnie) Niemczech Zachodnich, czyli w niesławnym dla komunistów RFN zwanym też z niemiecka NRF – krainie rewanżystów i Franza Josefa Straussa.

Tymczasem lata 70. XX w. w muzyce popularnej na Zachodzie, to był czas dominacji wielkich „dinozaurów rocka” a jednym z nich był właśnie Led Zeppelin. Jednak w komunistycznej Polsce jego płyt nie można było legalnie kupić w państwowych czyli de facto dostępnych dla zwykłego człowieka sklepach. Można było je nabyć jedynie na bazarach czy w Pewexach (specjalnych sklepach dolarowych dla kacyków partyjnych) za to, za niewyobrażalne dla zwykłego śmiertelnika ceny.

Większość fanów w Polsce poznała płyty zespołu Led Zeppelin tylko dzięki temu, ze dobre duszyczki w postaci redaktora Piotra Kaczkowskiego czy innych, prezentowali je w całości w Polskim Radio.

środa, 5 czerwca 2019

Neil Young - monografia artysty w magazynie "Jazz. Rytm i Piosenka" z VII-VIII 1977 r


To przypuszczalnie (bo nie jestem pewien) pierwszy w j. polskim monograficzny opis twórczości Neila Younga - kanadyjskiego gitarzysty, kompozytora i wokalisty. Obecnie artysta ten ma już 73 lata i jest jedną legend muzyki rockowej. W Polsce okresu PRL jego twórczość była znana jedynie nielicznym. Jego płyty były prezentowane w Polskim Radiu jedynie sporadycznie, a mało kto, jeżeli w ogóle była taka osoba, miał wówczas w naszym kraju jego płyty w domu. Wynikało to oczywiście z tej prostej przyczyny, że zachodnie płyty były w ówczesnej Polsce bardzo drogie i rzadko kto mógł sobie je kupić.

Dzisiaj jego albumy można w Polsce kupić bez problemu i to często nawet na różnych wyprzedażach i przecenach przez co obraz ich dostępność w przeszłości jest nieco zwichrowany. Ale nawet jak nastała w Polsce era płyt kompaktowych w latach 90. to jego albumy w wersji CD wcale nie były takie tanie. A przynajmniej nie były tanie jak na ówczesne polskie zarobki.

Neil Young zaczynał karierę w latach 60. XX w. i jest jakby żywym reliktem powstałej wówczas kontrkultury hippiesowskiej. Trzeba przyznać, że w głoszeniu jej ideałów jest niezmordowanym prorokiem, ale też nie jest skamieliną, czego dowodem są jego różnego rodzaju wolty stylistyczne na przestrzeni jego kariery. W okresie swej bardzo długiej kariery miał okresy wzlotów i upadków. Jednak zawsze po upadku, czyli nagraniu kilku słabszych płyt, udawało mu się wrócić na piedestał zarezerwowany dla najlepszych. To ostatnie w muzyce rockowej udawało się jedynie niewielu wykonawcom.

W jego dorobku solowym (bo grał także jako członek w supergrupach: Buffalo Springfield i Crosby, Stills, Nash and Young) najwyżej oceniane jest kilkanaście płyt z początków jego kariery: „Neil Young” (1969), „Everybody Knows This Is Nowhere with Crazy Horse” (1969), „After the Gold Rush” (1970), „Harvest” (1972), „Time Fades Away” (1973), „On the Beach” (1974), „Tonight's the Night” (1975), „Zuma with Crazy Horse” (1975).

Z jego późniejszych albumów studyjnych wysoko oceniane są następujące płyty: Comes a Time (1978), „Freedom” (1989), „Ragged Glory” (1990), „Mirror Ball” (1995).

Szczególne znaczenie w jego dorobku mają nagrania koncertowe wydane m.in. na następujących albumach: „Time Fades Away” (1973), „Rust Never Sleeps” 1979), „Live Rust” 1979), „Unplagged” (1993). Przedstawiają one Neila Younga jako artystę nie przejmującego się konwencjami i porywającego publiczność swymi żywiołowymi koncertowymi interpretacjami swych piosenek. Wiele ze swych solowych płyt Neil Young nagrał z zespołem Crazy Horse, którego gra na miała duży wpływ na całość brzmienia jego piosenek.

poniedziałek, 27 maja 2019

Tom Rapp i jego perły przed wieprze [Pearls Before Swine] – artykuł w magazynie „Jazz. Rytm i Piosenka” z VII-VIII 1977 r.

Jednym z dawniej słynnych, a obecnie prawie całkowicie zapomnianych zespołów jest amerykańska grupa Pearls Before Swine (nazwa pochodzi od wersetu w Biblii). Jej liderem był gitarzysta i wokalista Tom Rapp. Grupa ta grała folk, folk rocka i psychodelicznego folk rocka. Działa w latach 1965-1974 przy czym pierwszy album wydała w 1967 r. W Polsce był to zawsze zespół bardzo mało znany i wyjątkowo rzadko prezentowany na antenie Polskiego Radia.

Fani najbardziej cenią kilka pierwszych albumów tej grupy: „One Nation Underground” (1967), „Balaklava” (1968), „These Things Too” (1969) i „The Use of Ashes” (1970).

Prezentowany tutaj artykuł Kamila Sipowicza przybliża nam historię tego zespołu i jest nie tylko pierwszym, ale chyba i jednym opracowaniem o tej grupie w j. polskim.